Humor • Rozrywka • Dowcipy Ciekawostki • Satyra • Skandale • Polski portal satyryczny  humor   newsy   kontakt do Sadurski.com
dowcip,dowcipy,humor,sms,polski,polskie,gry,flash,galeria rysunku,rysunki,rysunek satyryczny,serwis
Dziś jest: poniedziałek, 25. września 2017 r.
szukaj:
  w:
Dodaj do Ulubionych!
Pół miliona wizyt co miesiąc :-) Codziennie nowości - satyryk Szczepan Sadurski zaprasza.
Polonia. Podróże. Rozrywka.

Newsy
Komentarze satyryczne. Rozrywka i humor. Ciekawostki i anegdoty. Satyra i satyrycy.

 

Satyra Absurdy Ciekawostki
Partia Dobrego Humoru - Good Humor Party
Szczepan Sadurski
Kabarety Satyrycy Śmiech
Rysunek satyryczny Karykatura
Komiksy
Najnowsze / Najpopularniejsze / Losowy news / Dodaj newsa / RSS
Tu jesteś: Newsy / Satyra Absurdy Ciekawostki
Wyszukaj w treści i słowach kluczowych:

Satyra Absurdy Ciekawostki

Antczak o Niemczyku 2014-01-02
Antczak o Niemczyku W Sadurski.com interesujące wspomnienia i anegdoty Jerzego Antczaka o aktorze Leonie Niemczyku (1923-2006).

Dykteryjki oraz interesująco napisane wspomnienia JERZEGO ANTCZAKA o wybitnym aktorze LEONIE NIEMCZYKU, przysposobione do publikacji w portalu Sadurski.com przez red. Marka Różyckiego jr. Są to fragmenty przygotowywanej do druku – kolejnej, poszerzonej i uzupełnionej wersji wspomnieniowej książki Jerzego Antczaka pt.: „Noce i dnie mojego życia”.

•  •  •
Leoś był dowcipny, pełen wdzięku, przyniósł ze sobą do teatru aromat innego świata. Zachodziło pytanie skąd ten polor? Przecież zjawił się z Bydgoszczy. No co tu gadać z prowincji! Ubrany był jak z żurnala i z daleka "pachniało od niego zachodem." A więc garnitury wspaniale skrojone z nieosiągalnych w kraju materiałów. Buty na słoninie. Wyszukane skarpetki. Krawaty w najlepszym gatunku i smaku. Złote spinki w mankietach. No i wreszcie gęsta czupryna uczesana "w mandolinę". Nie mówiąc o bukiecie wody kolońskiej, który rozsiewał wokoło. Czym nam jednak najbardziej imponował to biegła znajomość dwóch języków: angielskiego i niemieckiego. Był osobą – osobowością wielce intrygującą. Kryjącą w sobie jakąś tajemnice.
 
•  •  •
Tego dnia, Leosia czekało jedno krótkie ujęcie.  Miał przejść  przez zamarzniętą rzekę na drugi brzeg i zniknąć w gąszczach. Rozluźniony,  dał sobie trochę "w szyję" i w szampańskim nastroju postanowił zafundować ekipie program rozrywkowy. Zaczął się ślizgać po ściętej lodem rzece,  wykonując  akrobatyczne tańce,  nagradzane brawami.
 
W pewnej chwili zdecydował sprawdzić grubość lodu.   okrzykiem: - "No to raz...!!!" podskoczył wysoko w górę i opadał oboma stopami na lód. Oczywiście budziło to wesołość ekipy, która pociągając po kryjomu dla rozgrzewki, też była "przyprawiona". A Leoś, rozochocony   krzyknął:  "No i co frajerzy? No to bum!!" Zobaczyłem jak Leoś wyskoczył w górę, opadł na lód. Powłoka pękła, a on zniknął był pod wodą, i tylko palce obu rąk konwulsyjnie próbowały uchwycić się postrzępionych lodowych brzegów…! 

Przerażony wbiegłem na lód w chwili, kiedy głowa Leosia wynurzyła się z wody. Zobaczyłem jego przerażone oczy. Zduszonym głosem wycharczał: "Koledzy, ratujcie..." - Z tymi słowami poszedł pod wodę. Na szczęście, jego mocne palce ciągle zaczepiały się o brzeg lodu. Henio Wysocki chwycił drabinę, rzucił ją na płask i począł czołgać się w stronę otworu. Chwycił Leona za  obie dłonie krzycząc:   "Trzymajcie mnie za nogi...!" - Rzuciłem się razem z innymi na lód za Heniem i chwyciłem go za nogi.  

Henio był grubawy i mocny jak tur, a tragedia wyzwoliła w nim adrenalinę. Z wielkim wysiłkiem wyciągnął Leosia z wody do połowy. A kiedy wydawało się, że będzie miał go całego na powierzchni, lód załamał się ponownie, pociągając tonącego pod wodę. Tym razem zniknął. Razem z rękami. Zamarliśmy. Ale Leon potrafił walczyć o życie. Jego sprawność fizyczna była wspaniała. Po kilku sekundach,  ukazały się jego obie dłonie, a potem twarz. Z trudem łapał powietrze. Charczał: - "Chłopaki... Pomóżcie..!" - Wtedy Henio, przesunął  drabinę na brzeg otworu, aby mógł się złapać szczebli, i sam wydostał się na powierzchnie. Po chwili, Leoś ociekając wodą, dygocąc z zimna stał żywy i cały.

Nie będę opisywał naszego szczęścia. I tutaj mała niedyskrecja. Przy zmianie przyodzienia, Leoś stanął przed nami, tak jak go Pan Bóg stworzył… Nie muszę mówić, że na mrozie, jego ozdoba męskości skurczyła się do rozmiarów tak ubogich, że wyglądał jakby Bóg w ogóle pozbawił go męskości. No i oczywiście, Wiesio Rutowicz, kilkoma fleszami aparatu fotograficznego to utrwalił. Co było dalej? Leoś niezwykle czuły na punkcie swoich wdzięków wpadł w czarną rozpacz. Błagał o zniszczenie negatywów. Przetargi trwały do końca zdjęć i dopiero na tęgiej libacji jaką wydał Leoś, zdjęcia i negatywy zostały mu uroczyście wręczone wraz z kwiatami. 
Następnego dnia, Leoś bez kataru rozebrany do pół naga, brodził w śniegu po kostki…

•  •  •
Do Wiednia przyjechaliśmy około drugiej po południu. Natychmiast po odświeżeniu się, poprosił Leosia, aby zgodnie z ustaleniami żony, był tak miły i pomógł mu pozbyć się  "Królewskiego Łososia". Leoś zapytał czy ja mogę towarzyszyć w tym zabiegu. Zgodził się i w dowód wielkiej sympatii poprosił, abym zechciał wziąć w grabę teczkę w której spoczywało uwędzone ciało króla "Ruskich Rzek".  
 
Było późne popołudnie. Słońce wisiało już nad horyzontem, rozsypując po ulicy wypełnionej kolorowym tłumem pomarańczowy blask. Jesteśmy na Maria Hilferstrasse. Leoś trafił tu bezbłędnie z czego można było wnioskować, że już tu kiedyś był. Kiedy? Ano właśnie! To są te tajemnice jakimi okryty jest mój przyjaciel. Ja rozglądałem się dookoła z rozdziawioną gębą. Wszystko wydało mi się piękne. Niezwykłe. Pełne blasku. Blichtru. Wiedeńskiego szarmu! Wystawy sklepowe pełne zbytku od którego zatykało w piersiach. Leoś jak pies myśliwski rozglądał się w poszukiwaniu właściwego adresu. Odnalazł. Był to nieduży sklep w którym można było nabyć produkty spożywcze, w tym pochodzenia rybnego.

Weszliśmy. Leoś pierwszy. Pan Kazimierz tuż za jego plecami. Na końcu ja, ściskając kurczowo teczkę z łososiem. Na szczęście w sklepie były zaledwie dwie osoby i subiekt, po ich obsłużeniu podpłynął do nas i szerokim gestem zaprosił do nabycia towarów. Leoś piękną niemczyzną komplementował prawdopodobnie wytworność i zasobność miejsca, poczym, ujął młodzieńca delikatnie pod ramię i zaczął mu coś szeptać. Odwrócił się w moją stronę i wskazał na teczkę. Sądząc z gestu rąk i ramion, subiekt był raczej zaskoczony, ale nie chcąc klienta urazić pobiegł szybko w głąb sklepu do starszego mężczyzny i o czymś z nim konferował. Po chwili podeszli do Leosia. Szef był przysadzisty, o pełnej, nalanej twarzy z kolorami na policzkach.
 
Austriacy wykonali przyjazny gest,  że chcieliby zobaczyć towar. Leoś przywołał mnie gestem i obaj z panem Kazimierzem bladym jak papier z wrażenia, poszliśmy za Austriakami. Leoś wziął teczkę ode mnie. Położył ją na ladzie. Otworzył. Sięgnął do środka i wyciągnął zawiniętego w papier "Królewskiego Łososia". "Wiedeńczyk" rozchylił zatłuszczony papier z obrzydzeniem i spojrzawszy na obślizgłe ciało ryby wydał jakiś jęk, po czym szybko zawinął łososia w papier i wsunął go z powrotem od teczki. Ja odwróciłem się i zobaczyłem, że "Wiedeńczyk" z subiektem stali jak zamurowani. Pan Kazimierz parsknął: "Chodźmy stąd..." Wyszliśmy.

Po chodniku przetaczał się radosny, roześmiany, kolorowy tłum ludzi, zadowolonych, szczęśliwych. I tutaj stała się rzecz przykra. Właściciel trzykilogramowego łososia, wspaniały polski aktor na stanowisku, który w związku z brakiem dewiz wiązał olbrzymie nadzieje z rybą,  spojrzał na Leosia i wydusił z siebie. "To że nie chcą kupić to jest jasne... Ale co powiedzieli... argumentacja...?" Leoś milczał. Pan Kazimierz  wycedził. "No niech pan wali... co powiedział ten  z czerwoną mordą?"  Leoś wahał się, ale widząc w oczach pana Kazimierza determinacje powiedział cicho: "No... przysrał mi, że od domokrążców nie kupują towaru... Ponadto, są zaskoczeni... - Czym? - Nooo…  opakowaniem... „Że to jest wbrew wymaganiom higieny... i zapytał: "Czy u was w Polsce tak pakuje się ryby?"  Pan  Kazimierz był zdruzgotany. Leoś spojrzał na jego zmaltretowaną twarz i powiedział. "One can be down but never out...!" - Mogę leżeć na dechach ale nigdy mnie nie wyliczą! Panie Kazimierzu, my tego łososia opylimy.  
 
W następnym sklepie nawet nie próbowano obejrzeć eksponatu. Jeszcze w innym zrobiono prawie konsylium. Wyraźnie nie mogli wyjść ze zdumienia, że jeden wytworny jak z żurnala osobnik, posługujący się bezbłędnym niemieckim, drugi, to znaczy ja, jako tako prezentujący się w "stylu zachodnim," bowiem, przed wyjazdem nabyłem od Leosia kremowy garnitur z lejącego się materiału, tak zwaną dwurzędówkę, w której wyglądałem jak sprzedawca używanych samochodów w amerykańskim salonie…; no i wreszcie trzeci, starszy pan, wysoki, postawny, odskakujący nieco ubiorem od nas, bowiem pan Kazimierz nie dbał o szatę zewnętrzną i jego garnitur nosił wyraźnie piętno realizmu socjalistycznego, uwikłali się w tak żenującą sytuacje. 

Potomkowie Mozarta zepsuci dobrobytem nie mogli zrozumieć, że przyjechaliśmy z kraju zniewolonego. Po raz pierwszy od piętnastu lat zostaliśmy wypuszczeni z klatki i nie widzieliśmy  że może to być nie tylko żenujące, ale wręcz haniebne. Pan Kazimierz był tak zdruzgotany, że w pewnej chwili zaproponował, aby wyrzucić łososia do kosza ze śmieciami.

Ale Leoś nie poddał się! Widząc upokorzenie jakiego doznał "aktor na stanowisku", powiedział: "Panie Kazimierzu... Z każdej sytuacji jest wyjście!  Rozpowiem w zespole, że jest do nabycia wspaniały rosyjski produkt rybny. Po prostu jest i doradzę,  aby nabyć po piętnaście deko, do śniadanka w hotelu... Po bardzo przystępnych cenach. Ja biorę pierwszy... Jurek drugi.. i już pękło ćwierć  kilograma..." Pan Kazimierz milczał. Oczywiście stało się tak jak obiecał Leoś. Łosoś rozszedł się i nikt z zespołu nie wiedział,  a może udawał, że nie wie, bo w teatrze nie ma takiej tajemnicy, aby się ukryła…;)
 
Wracaliśmy do hotelu o zmroku. Przyszedłem do swojego pokoju. Spojrzałem na zegarek. Dochodziła dziesiąta. Nagle, jako niepoprawny marzyciel, żyjący nieustannie w urojonym świecie uświadomiłem sobie, że w tym mieście, po wyjeździe z Polski, przejazdem do Paryża w roku 1831 przebywał Fryderyk Chopin. 
 
Jakie to piękne - myślałem - Wiedeń jest taki sam jak wtedy, kiedy tymi ulicami wędrował nasz genialny rodak. To miasto nigdy nie zostało zniszczone. Te same bruki. Każdy kamień ten sam. To po nim stąpał Mozart... Beethoven... Chopin!!  Ogarnął mnie przypływ egzaltacji, który pożerał mnie przez całe życie! Poczułem się nagle dumny, że pochodzę z kraju Chopina. 
 
Chopin czekał na paszport i był w skrajnej rozpaczy! Pisał do rodziny, przeżywającej w Warszawie piekło Powstania Listopadowego.  "Paszport ciągle leży w depozycie policji! A dziś w ambasadzie rosyjskiej powiedziano mi, że zaginął. Muszę wystąpić z prośbą o wydanie nowego. Jest to zwyczajna szykana!"  
 
Tyle Chopin, prawie sto lat temu. I co się zmieniło? Poczułem nagłą potrzebę pomodlenia się w kościele Św. Szczepana. Babcia zawsze mi mówiła, że modlitwa w kościele w którym jest się  pierwszy raz, zostanie wysłuchana. Pamiętam, modliłem się żarliwie. Tak żarliwie  jak nigdy dotąd!  I dziś, patrząc wstecz na swoje życie, modlitwy moje zostały wysłuchane.         

Napisał: JERZY ANTCZAK
Wybrał i oprac.: Marek Różycki jr.
Na zdjęciu: Jerzy Antczak (z oficjalnego profilu na Facebooku)


/   Wyślij / Wydrukuj / Dodaj newsa / Zgłoś błąd / Kanał RSS


Słowa kluczowe: aktorzy, anegdoty, Jerzy Antczak, Leon Niemczyk, Wiedeń
prawa autorskie

Losowe newsy z tego działu:
Kuchnia kanibala
Kuchnia kanibala Ukazała się książka "Kuchnia kanibala czyli 22 potrawy z człowieka". Czy kanibali w Polsce będzie wystarczająca ilość, aby wykupić cały nakład? KONKURS! »
EURO 2016 - najlepszy polski gracz?
EURO 2016 - najlepszy polski gracz? Satyryczny komentarz rysunkowy Szczepana Sadurskiego.  »
Podatki i logika
Podatki i logika Oto kilka propozycji na uprzykrzenie twojego życia. Przynajmniej nie będzie nudne.  »
Polacy za Papuasami
Polacy za Papuasami ...oraz Mozambikiem i Etiopią. Nie chodzi o pozycję Polski w rankingu piłkarskich reprezentacji, ale o ciekawszą sprawę :-) »
Kongres Palikota: czy Ącki i Kalisz byli na dopalaczu
Kongres Palikota: czy Ącki i Kalisz byli na dopalaczu I po kongresie. Ędward Ącki dostał nie mniej braw od Palikota, a tzw. poważne media pisały, że poseł SLD Kalisz miał "wybuchowe wystąpienie".  »
Podobne newsy:
Poseł odpisuje portalowi Sadurski.com
Dlaczego Kowalczyk nie dostała złota
Ziemkiewicz, ty skórysynu
Times Square, Nowy Jork - cz.1
Elfy wstrzymały autostradę
Helska Balanga w Jastarni
Kandydat w telewizji: Ja pier...ę!
Humor i satyra w mediach 2009
Wywiad z fioletową skarpetką
Absurdalne pomysły z Bałtykiem
Najpopularniejsze newsy:
Goła dziewczyna na drodze
Jak Pudelka zrobić w konia
Goło & wesoło w TV Puls
Doda pluje na dziecko Tymochowicza
Candy Girl bez majtek - tylko u nas!
Blachara Doda
Cała prawda o Fryderyku Chopinie
Cycki ruskiej Dody
Najlepsze powiedzonko IV RP - zagłosuj
Rozmiary penisów zwierząt

Antczak o Niemczyku -

Wszystkie tagi

   • Newsy: archiwum Newsy - współpraca

 

Dzień Dobry Humor
Geje i straszny wirus
- Słyszałeś? Jest jakiś nowy, śmiercionośny wirus. Rozprzestrzenia się wśród gejów.
- No i dobrze. Przyroda walczy z anomaliami. Ale najgorsze, że i ...
przeczytaj cały »


Rysowanie karykatur




Translate this page:








 Nowe humory
Co jest na fladze Mozambiku, jaka odległość do środka Ziemi...
Największy ziemniak świata
Gdzie jest zabroniona Coca-Cola, pierwsze piwo w puszce...
Nastolatek Fidel Castro, mandatowy rekordzista...
Alaska. Oryginalny żart primaaprilisowy
 Nowe newsy
Stolem 2017 - regulamin konkursu
Jezioro Prashar
Karykaturzyści ponownie nalecą na Korfantów.
Michał Graczyk - wystawa w Białej
Wrzuć na luz 2017
Białystok. Rysunkowa rewolucja
Załóż domenę na Antarktydzie
Konkurs rysunku satyrycznego w Kolumbii
Starożytni astronauci - konkurs
Komiksowa wystawa w Wałbrzychu
FABRYKA HUMORU
Wpisz imię lub nazwisko i wybierz płeć:
 
 Nowa satyra
Grunt to rodzinka
Fraszki o kobietach
Limeryki i rymowanki
Czego nie wiem
Satyryczne podsumowanie marca 2016
Fraszki: Kameleon, Hasło nieudaczników...
 Losowe obrazki
Miłość i popęd seksualny Justin Bieber!
Różowy nosek Szef nie lubi niechlujnych Pamiątka ze schroniska
 Losowe filmy
Niezwykły pianista
Obrzydliwe kichnięcie
Reporter TV i włamanie
UFO - różne
Lip dub Emlyon 2009
Sex: miś i królik
Konkurs na śmieszną minę
Zabawy z kotkiem
 Losowe dowcipy
Žárovky - 3
Za domem stoi krowa
Yeti zionący wódą
W Kalifornii można gwałcić panny
Cześć, dziadek
Krytyk i marsz żałobny
 Podróże po świecie
Jantar Mantar w Jaipur, Indie
Chorwacja - złap ostatnie promienie słońca
Quatar Airways
Pomnik Voortrekkera w Pretorii, RPA
Twierdza Rycerzy, Syria
Nie ma już Palma de Mallorca
 
Śmieszne filmy
Humor Joe Monstera
Domowe sposoby
Centrum Twojego pupila
Sadurski.com / kontakt / reklama / dla mediów / biznes oferty / patronat / współpraca / partnerzy