Dopóki Pawelec czy inny didżej w zaciszu domowym bzyka wiewiórki - mnie to nie rusza. Ale gdy czytam anonim z groźbami karalnymi - w krótkim czasie trafia on do prokuratury.
Nie obchodzi mnie kogo, gdzie, kiedy i dlaczego bzyka niejaki Pawelec. Nawet jeśli to robi z wiewiórkami, dopóki jest to prywatna sprawa jego, wiewiórek i Dody - mnie to nie interesuje. Dlatego, gdy żenujący medialny spektakl związany z najintymniejszymi sprawami Pawelca i kilku innych osób sięgnął apogeum, napisałem tekst pt. Lowelas z Radia Eska.
W tym krótkim komentarzu satyrycznym niczego nie zmyśliłem ani nie napisałem niczego ponad to, co pisali inni, może tylko innymi słowami i w prześmiewczym tonie. Wystarczyło, aby otrzymać anonim, zaczynający się od: "Ty pedale, jeśli jeszcze raz...".
Kogo mój tekst o Pawelec-gate tak wkurzył? Nie wiem, ale wkrótce się dowiem. Bo jak ktoś anonimowo pisze groźby karalne, musi się liczyć z tym, że to przeczyta prokurator.
Jeśli Pawelec czy jakiś inny gość trafi do kolorowej prasy, trzymając w ręku potwierdzony notarialnie dokument, że pieprzy wiewiórki albo Dodę przebraną za wiewiórkę - mam prawo napisać co o tym sądzę. I żaden tchórz o mózgu wiewiórki niech nie próbuje z tym polemizować. Chyba, że w cywilizowany sposób.
• Szczepan Sadurski