Rysownik Andrzej Czeczot na antenie radia TOK FM zażartował z katolickich księży. Sprawa trafiła do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.
Marek Raczkowski z flagą i kupą, Andrzej Krauze z kozą i gejami, a teraz Andrzej Czeczot (ur. 1933 r., rysownik "Polityki" i "Nie"). Jego wypowiedź w radiu zbulwersowała niektórych i rozpoczęła swoje pozaradiowe życie. Chodzi o wypowiedź na antenie radia TOK FM, wyemitowaną na początku stycznia 2010 r., w audycji Romana Kurkiewicza "Kurkiewy". W audycji na temat wolności słowa Czeczot powiedział żart, że Kongregacja Wiary uznała, iż pedofilski stosunek kapłana z ministrantem nie jest grzechem, ale pierwszym stopniem święceń kapłańskich. "Podajcie mi adres medium, które to wydrukuje!" - skwitował swą wypowiedź Czeczot.
Ta wypowiedź przeszłaby pewnie niezauważona, gdyby nie została nagłośniona przez niektóre media katolickie. Niedługo potem do Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji (KRRiT) trafiła oficjalna skarga.
– To nie żart, ale wypowiedź pełna pogardy dla chrześcijan. Czeczot zrobił to z premedytacją, chcąc obrazić katolików – napisał publicysta Tomasz Terlikowski.
– Żart rzeczywiście mało śmieszny – ocenił Marcin Prokop, który sam niedawno przepraszał za powiedziany w telewizji, w Wigilię, żart. Prezenter TVN skomentował wówczas słowa anglikańskiego pastora, który wyjaśniał, że ludzie w warunkach skrajnej biedy mogą uciekać się do drobnych kradzieży, mówiąc: "Przecież od dawna w Kościele mówi się: bierzcie i jedzcie z tego wszyscy".
Biuro KRRiT otrzymało już zapis programu i obecnie go analizuje. Lada dzień dowiemy się, jaka będzie decyzja Rady i czy Radio TOK FM zostanie ukarane grzywną.
Komentarz Sadurski.com:
• Mamy kolejny przykład na to, że wypowiedź satyryka może zbulwersować. Tym razem protestują środowiska chrześcijańskie. Jeśli dyskusja o wolności słowa i jej granicach ma być ciekawa (a nie bezbarwna), należy zaprosić do niej osoby o różnych poglądach, także satyryków. Tak właśnie uczyniło Radio TOK FM, niechcący wywołując zgorszenie i ostre reakcje.
Trwająca od lat dyskusja na temat wolności słowa będzie jeszcze bardziej ciekawa niż dotychczas. Nie należy się jednak spodziewać, że granice wolności słowa zostaną przesunięte w tę czy inną stronę. Zapewne znów organem nadrzędnym w tej dyskusji, będą instytucje pilnujące w Polsce prawa. To one obecnie decydują czy jakiś żart jest śmieszny, czy nie. I to jest najbardziej smutne.
Na zdjęciu: Andrzej Czeczot. Foto: Sadurski
Zobacz też:
• Satyrycy i prawo