Humor • Rozrywka • Dowcipy Ciekawostki • Satyra • Skandale • Polski portal satyryczny  humor   newsy   kontakt do Sadurski.com
dowcip,dowcipy,humor,sms,polski,polskie,gry,flash,galeria rysunku,rysunki,rysunek satyryczny,serwis
Dziś jest: środa, 29. marca 2017 r.
szukaj:
  w:
Dodaj do Ulubionych!
Pół miliona wizyt co miesiąc :-) Codziennie nowości - satyryk Szczepan Sadurski zaprasza.
Polonia. Podróże. Rozrywka.

Newsy
Komentarze satyryczne. Rozrywka i humor. Ciekawostki i anegdoty. Satyra i satyrycy.

 

Satyra Absurdy Ciekawostki
Partia Dobrego Humoru - Good Humor Party
Szczepan Sadurski
Kabarety Satyrycy Śmiech
Rysunek satyryczny Karykatura
Komiksy
Najnowsze / Najpopularniejsze / Losowy news / Dodaj newsa / RSS
Tu jesteś: Newsy / Satyra Absurdy Ciekawostki
Wyszukaj w treści i słowach kluczowych:

Satyra Absurdy Ciekawostki

Bohdan Łazuka – Legenda estrady 2009-04-06
Bohdan Łazuka – Legenda estrady

Dziś w portalu Sadurski.com gościmy znakomitego aktora Bohdana Łazukę. Wywiad z nim przeprowadził Marek Różycki Jr

Aktor filmowy i teatralny, piosenkarz, ur. 1938 r. Jego przeboje nuciła cała Polska. „Bo to się zwykle tak zaczyna”, „Tajemnice mundialu”, czy „Bogdan trzymaj się”. Oglądaliśmy go w filmach: „Halo Szpicbródka”, „Małżeństwo z rozsądku”, „Motylem jestem, czyli romans czterdziestolatka”, „Nie lubię poniedziałku”, „Poszukiwany – poszukiwana” i wielu innych. Pojawiał się również na małym ekranie w „Kabarecie Starszych Panów”, czy „Kabareciku” Olgi Lipińskiej. Występował na deskach teatralnych i śpiewał na licznych estradach. Złożył odcisk dłoni na Promenadzie Gwiazd w Międzyzdrojach.


Legenda estrady
Z Bohdanem Łazuką rozmawia Marek Różycki Jr
     

- Panie Bohdanie, czego się pan właściwie trzyma?

• Trzymam się sakramentalnego: „Bohdan, Bohdan trzymaj się!” –  jak mi to przypisał Abramow. A faktycznie to trzyma mnie praca, z której notabene niewiele ostatnio wynika. Dlatego - choć nie jestem dziwak - zdziwiłem się, że pan ze mną wywiad przeprowadza. Niby są jakieś daty bardziej lub mniej okrągłe, ale ja z reguły nie lubię jubileuszy. Uważam, że po prostu w pewnym czasie Pan Bóg na urlop wyjechał i zapomniał o tym, żeby gdzieś zatrzymać ten czas…

- Ludzie listy piszą, wielbiciele pytają: co u pana słychać? Czy propaguje Pan „Małżeństwo doskonałe”, czy „Małżeństwo z rozsądku”?

• Proszę pana, te listy – to tak między nami, oczywiście pisze moja rodzina. A ja mam liczną familię i to rozsianą po całym świecie. Nie mówię o rodzinie, z którą jestem emocjonalnie związany, ale o tych, którzy są w związku semantycznym z nazwiskiem Łazuka… Zdarzają się także ludzie dobrze wychowani, szanujący wspomnienia.

- Aktor użytkowy, estradowy, komediowy; tańczy, śpiewa, recytuje… Czy nie czuje się Pan zaszufladkowany?

• Powiem być może truizm, ale życie nie rozpieszcza, a jednym z elementów życia jest mój zawód, który określa z góry, co mam robić. Nasza pozorna niezależność polega na tym, że człowiek dowiaduje się wręcz w sposób administracyjny - co ma robić. Spawa jest bezdyskusyjna, nawet wówczas, gdy się jest najbardziej zaprzyjaźnionym z dyrekcją, z kierownikiem artystycznym, czy reżyserem. Na ogół człowiek nie ma nic do powiedzenia. Dowiaduje się z listy, która zostaje wywieszona w teatrze, że – dajmy na to – 4 listopada jest pierwsza próba i on gra na przykład pana Ignacego w wodewilu „Pani Prezesowa”. Akurat to, że ja bym chciał zagrać pana Wacława – pozostanie moją osobistą tajemnica i tęsknotą. Mówiąc jednak o usytuowaniu aktora – do końca nie da się tego zdefiniować, bo nie wiadomo co to jest styl, maniera, rutyna, aktualna wartość: czy on już zrobił wszystko, czy dopiero zaczyna karierę, a może zachowa swą wczesną dojrzałość do późnej starości?...

- Jaki zatem rodzaj satysfakcji czerpie Pan z uprawiania sztuki komercjalnej?

• To  jest rodzaj satysfakcji finansowej…

- Ważniejsze etapy Pańskiej drogi artystycznej: Teatr Współczesny Erwina Axera, występy w kabaretach – między innymi w Kabarecie Starszych Panów, sukcesy na opolskich festiwalach, słynne recitale, udział w popularnych programach TV – jak „Małżeństwo doskonałe, „Kariera”, „Poznajmy się” – radio; znaczące role w filmach między innymi „Małżeństwo z rozsądku”, ”Przygoda z piosenką”, „Nie lubię poniedziałku”, „Halo, Szpicbródka!”. Przez wiele  lat „Syrena” zazdrośnie trzymała  Pana w swoich objęciach, a poza tym – wielka cisza na morzu Pańskich interesów… Odnoszę wrażenie, że nie potrafił Pan wykorzystać szans, które sypały się, jak z rogu obfitości, na początku Pańskiej drogi artystycznej.

• Jest w tym wiele racji – oczywiście, przyznaję się do tego bez cienia wątpliwości. Jako człowiek rozpieszczony przez powodzenie wiem, że gdy na początku zrobi się coś, co zostało zaakceptowane, co się udało - to później trudno jest czymkolwiek innym zachwycić.

- Zatem sukcesy nieco popsuły pana, zdemoralizowały: pieszczoch,  ulubieniec publiczności, szacunek, uznanie, zazdrość rywali, lawina listów pensjonarek… A przecież mistrz Sempoliński mianował Pana swoim następcą!

• Mam wielką atencję do Mistrza Sempolińskiego, jednak muszę wnieść małą poprawkę: pan Ludwik był jednym z moich pedagogów. Dla mnie bardzo surowym i wymagającym. Najlepiej świadczą o tym oceny w indeksie. Nie rozpieszczał mnie, ale wybrał, żeby wykreować kogoś w jego typie artystycznym. Wiem, że ja Mistrza bardzo dobrze słyszałem i czułem: zarówno prywatnie, jak i na scenie. Bardzo wiele mu zawdzięczam. Ale życie poszło do przodu. Gdyby nawet udało mi się dorównać jego technice i sprawności ciała – to obawiam się, że nie mógłbym już teraz imponować tą formą, a treści przekazywane straciłyby na nośności. To by już nie przeszło przez rampę do widza, który oczekuje już czegoś innego. ”Eldorado”, ogródki, „Alibaba”, ”Alhambra” –  kto o tym dzisiaj pamięta?

- ! ! !

• Sempoliński stworzył wokół mnie sprzyjającą aurę – i to było impulsem. Potem z przypadku była piosenka, która w ogóle nie powinna liczyć się w zawodzie – taki charleston – i człowiek poczuł się potrzebny. Zdawałem sobie sprawę, że muszę sam sobie dać ostrogę, tak sobą pokierować, aby stać się potrzebnym na nowo.

- Załóżmy, że w teatrze „Syrena” była atestacja i Pan pomagał kierownictwu pisząc donos na siebie. Co wytknąłby Pan sobie przede wszystkim?

• Wie pan, koledzy to już za mnie lepiej robili… Z życzliwości. Autentycznej. Jest kilku takich, którzy mnie na pewno lubią, ale jak już nie mogą ze mną wytrzymać – to sobie pozwalają na wytykanie mi rozmaitych wad, nawet w formie dla mnie dość przykrej. Mają rację. Brak mi subordynacji. O 10.00 mam być na próbie i jestem na tej próbie; ale ja mogę być w niedyspozycji, żeby o 10.15  –  jak każe reżyser  –  całować koleżankę–aktorkę w usta. Ja miałbym na to ochotę na przykład o 10.37… Mimo moich niewątpliwych predyspozycji do tego zawodu, moja gotowość zależy od chwili, emocji, od kondycji fizycznej i dyspozycji psychicznej. Przegrywam na tym. Gdy mam zły nastrój, potrafię dokładnie położyć rolę. Drugiego dnia zagram ją zupełnie przyzwoicie. Fakt, nie jestem zdyscyplinowany i traktuję ten zawód trochę w kategoriach zabawy. Posługując się nomenklaturą piłkarską – wciąż czuję się jak junior, który nie wie jeszcze czy zagra w ataku, obronie czy pomocy. A może postawią go w bramce?
 
- Ważne, by nie grzał ławki…

• Właściwie to jeszcze nie bardzo wiem, co bym chciał zagrać… Gdybym chciał  –  pewnie bym mógł. Ale jest to dla mnie bardzo wygodna sytuacja. Stąd słuszne pretensje. Poza tym wiem, że potrafię być nieznośny dla kolegów.

- Słyszałem, że artyści mają do tego prawo?
 
• Artyści tak, ale koledzy między sobą – nie. Tolerancja powinna być wzajemna, a ja podświadomie oczekuję, żeby tylko w stosunku do mnie byli tolerancyjni.

- A  jednak – jak pisał Mieczysław Jastrun – „artyści są przeraźliwie niesprawiedliwi (apodyktyczni), nie mogą bowiem pogodzić się z tą propozycją szczęścia, jaką ofiarowuje im inna indywidualność”.

• Święta racja. Jakże często nie doceniamy drugich. Jesteśmy narodkiem specyficznym – egotycznym, narcystycznym.

- Wielbiciele wciąż pamiętają  wysokie  usytuowanie Bohdana Łazuki w zawodzie  –  wciąż  na wyższym poziomie specjalizacji.
 
• Zawsze uważałem, że moje miejsce jest w teatrze „Syrena”. Tam już jako najbardziej dojrzały zawodowo artysta, zaprezentowałem sumę swoich dokonań. Tam tworzyłem improwizację, prezentowałem piosenki Okudżawy, Wysockiego, Sinatry. Pragnąłem z pozycji: „ja to lubię” – zarazić tym widownię. Żeby był wilk syty i Manchester City…

- A czy aby nie za mało eksperymentował  Pan ze swoim talentem ? Pana domeną była  przecież właśnie improwizacja, niespodzianka…

• Muszę zaprotestować. Przecież wróciłem do tego, co kiedyś robiłem podświadomie, by już kontynuować świadomie - bardziej perfekcyjnie. Ja to zaplanowałem, nadałem temu całkiem udany kształt sceniczny. Lata doświadczeń dają tę gwarancję, że można z każdej piosenki zrobić perełeczkę, mały majstersztyk. Zastrzegam się, że cały czas mówię o formie scenicznej – nie fonicznej, bo nie mam głosu jak Iglesias…

- Czy zastanawiał się pan nad fenomenem własnej kariery?


• Po prostu udało mi się utrafić w odpowiedni moment, widocznie wtedy ludziom potrzebny był na scenie taki ktoś rozbawiony, frywolny. Moje recitale miały odciążyć ludzi, sprawić im nieco radości, dać odrobinę luzu i optymizmu. To było po wielkich recitalach Francuzów, którzy prawie co miesiąc odwiedzali nasz kraj. Może zadziałała tu zasada szowinizmu, który każdy Polak ma w sobie: „A my tu mamy swojego dla porównania”. Oczywiście nie myślę o takich porównaniach – bo aż takim megalomanem nie jestem… Mógłbym wystąpić jako tancerz, bo nawet mam takie papiery. Mógłbym zagrać na instrumencie, bo uczyłem się grać na oboju – chciałem na saksofonie, ale wtedy były czasy stalinowskie i było to zakazane. Mogę być aktorem – zdarzały się takie przypadki, a nie pomyłki. Przecież obsadzał mnie Erwin Axer, a także Adam Hanuszkiewicz i inni znamienici reżyserzy. Ale jak się ma do czynienia z piosenką na scenie, rzadziej na estradzie – trzeba umieć zgrać te wszystkie elementy. A to już wyższa szkoła jazdy.

- Często zwracano uwagę, - że Pana styl nawiązuje do piosenkarzy francuskich, do ich estradowej pewności i swobody, ich czaru i inteligencji wybierającej dla każdej z piosenek najwłaściwsze rozwiązanie sceniczne. Ponoć przed laty Charles Aznavour, będąc w Polsce zaprosił Pana do Paryża. Jaki był finał tej przygody?

• Zajął się tym nasz socjalistyczny impresariat – to znaczy Pagart – i tak to pozostało do tej pory… Być może to zaproszenie nadal gdzieś tkwi w jakiejś przepastnej szufladzie. A biur i biurek nadal ci u nas dostatek. Tyle Zachodu na nic…

- Tak naprawdę kogo pan podziwiał do tego stopnia, by nawet szukać tego wcielenia w „życiu po życiu”?...

• Tak naprawdę nigdy nie przepadałem za piosenką francuską. Uważałem ją za bardzo wystylizowaną, wysublimowaną, zbytnio upstrzoną w dodatki. Od czasów mojej świadomości muzycznej zawsze kochałem się w Anglosasach. Urodziłem się z Sinatrą i pewnie takim już zostanę.

- Tym bardziej, że miał on podobno powiązania z mafią, a to w kapitalizmie bardzo dobra „publika”... Każdy aktor płaci cenę sztucznego wywoływania i przeżywania emocji. Co Pan robi dla psychicznej higieny?

• Mam bardzo dobry azyl – rodzinę. Może to zabrzmi banalnie, ale po kilku małżeństwach mam prawo powiedzieć, że rodzina jest dla mnie najważniejszym celem w życiu. Korzyści, jakie osiągam z dobrego samopoczucia, mogę ewentualnie porównać z tym, co nazywamy powodzeniem w zawodzie.

- Kto tylko Pana zna, a znają wszyscy, mówią o wielkim wpływie kobiet na Pańskie życie prywatne i zawodowe…

• Aktorstwo ułatwia te kontakty z płcią piękną o tyle, że kobieta jest ciekawa – jaki jestem naprawdę, co i jak robię itp., itd. Później zaczynają się normalne stresy i problemy – cała dramaturgia, która nas wszystkich dotyczy; niezależnie od wykonywanego zawodu są zawody i rozwody… Doszedłem już do tego, że bardziej przeżywam niepowodzenia zawodowe niż miłosne.

- Lucjan Kydryński zwierzał się przed laty, że przedstawiał mu Pan co trzy tygodnie swoją nową narzeczoną – wygłaszając sakramentalne: „Żenię się!”. Czy jako Roz-Wodnik pozostał Pan wierny tej namiętności? A może – hobby?...

• Niech mi Pan nie mówi, że to moje hobby, bo ja nadal mam swoje kobiece lobby… Ja to robiłem tylko dla Lucjana, bo on – mimo swej niewątpliwej urody – nie miał za dużego wzięcia u kobiet. A człowiek czasem poświęca się dla przyjaciół… Mówiąc zaś bardziej serio, chodzi o to, by utrwalić ten wizerunek – nawet sceniczny – takiego trochę enfante terrible, bon vivante, wesołka. To jest grane i należy tworzyć wokół siebie taką otoczkę. Uważam, że aktorem nie można być od dziesiątej do czternastej, gdy jest próba i od osiemnastej do dwudziestej – podczas spektaklu. Aktor musi być postacią. Ludzie zaś uwielbiają, jak on szafuje słabościami, bo wtedy zgadza im się ten wizerunek.

- Najważniejsze reguły w sztuce uwodzenia?
 
• Podstawowa reguła – to pozorna obojętność. Oczywiście, przy moim stabilnym życiu rodzinnym, ta zasada już mnie nie obowiązuje. Nie wolno okazywać tego uczucia w pierwszym etapie znajomości i dialogu stron. W ogóle nie należy traktować tego na serio, bo serio przychodzi jak objawienie – nie wiadomo kiedy, gdzie i skąd.

- Słyszałem, że gdy pragnie się Pan rozstać z towarzyszką życia – zaczyna Pan w domu grać na oboju?...

• Nieee, nie kontynuuję tych praktyk. Obój jest instrumentem bardzo delikatnym, a ja już taki subtelny nie jestem…

Z Bohdanem Łazuką rozmawiał Marek Różycki jr



/   Wyślij / Wydrukuj / Dodaj newsa / Zgłoś błąd / Kanał RSS


Słowa kluczowe: aktorzy, anegdoty, ciekawostki, filmy, wywiady
prawa autorskie

Losowe newsy z tego działu:
Czarownice kontra rząd
Czarownice kontra rząd Rumuńskie czarownice rzucą klątwę na rząd, bo opodatkował ich działalność. »
Horoskop 2010 z humorem
Horoskop 2010 z humorem Horoskop na wesoło na rok 2010, wszystkie znaki zodiaku - czyli przeczytaj co cię wkrótce czeka. Napisał wróż Marek Różycki jr. »
Pogoda na świecie według Google
Pogoda na świecie według Google Uśmiechnij się. Rysunkowy komentarz satyryczny Szczepana Sadurskiego.  »
Czy Lech Wałęsa to Bolek?
Czy Lech Wałęsa to Bolek? Najnowszy rysunkowy komentarz satyryczny Szczepana Sadurskiego.  »
Złodziej przeholował o 2 złote
Złodziej przeholował o 2 złote Pójdzie siedzieć przez (podobno) źle oznakowane ceny towarów w sklepie. Chciał ukraść za 419,99 zł, a ukradł za 421,99.  »
Podobne newsy:
Porażka Cezarego Pazury
Kontakt z kosmitami w roku...
Pierwsze solarium internetowe
Włochy. Putin startuje w wyborach
Ojczyznę dojną racz nam wrócić panie
Sobowtór do sądu
Wkrótce Vademecum Rozwoju
Zamek Bobolice
Statua Wolności, Nowy Jork
Cyrk w Pcimiu
Najpopularniejsze newsy:
Goła dziewczyna na drodze
Jak Pudelka zrobić w konia
Goło & wesoło w TV Puls
Doda pluje na dziecko Tymochowicza
Candy Girl bez majtek - tylko u nas!
Blachara Doda
Cała prawda o Fryderyku Chopinie
Cycki ruskiej Dody
Ten dom wygląda jak Hitler
Najlepsze powiedzonko IV RP - zagłosuj

Bohdan Łazuka – Legenda estrady -

Wszystkie tagi

   • Newsy: archiwum Newsy - współpraca

 

Dzień Dobry Humor
Zegar wybija pierwszą
Małżonek wraca późną nocą do domu.
- Która godzina? - pyta zaspana żona.
- Dziesiąta.
- Tak? Słyszę, że zegar właśnie wybija pierwszą.
- No prze...
przeczytaj cały »


Rysowanie karykatur




Translate this page:








 Nowe humory
Co jest na fladze Mozambiku, jaka odległość do środka Ziemi...
Największy ziemniak świata
Gdzie jest zabroniona Coca-Cola, pierwsze piwo w puszce...
Nastolatek Fidel Castro, mandatowy rekordzista...
Alaska. Oryginalny żart primaaprilisowy
 Nowe newsy
Kolej na dworcu PKP
1 kwietnia 2017 - wystawy z humorem
Narysuj WOLNOŚĆ
Nagrody za piwo
Beşiktaş - dzielnica Stambułu
Wesoły Wieżowiec na wyspie Tortuga
Happy Skyscraper na Kostaryce
Baranie Granie - ogólnopolski konkurs satyryczny
Karpik 2017 - regulamin konkursu POL + ENG
Laureaci Rysunku roku 2016
FABRYKA HUMORU
Wpisz imię lub nazwisko i wybierz płeć:
 
 Nowa satyra
Grunt to rodzinka
Fraszki o kobietach
Limeryki i rymowanki
Czego nie wiem
Satyryczne podsumowanie marca 2016
Fraszki: Kameleon, Hasło nieudaczników...
 Losowe obrazki
Bardzo silny gość Malarz w więzieniu Aleks Czukotski - Rosja
SA Wardęga i pso-pająk Dresiarz Jurek Uske w wesołej partii
 Losowe filmy
Spacer z kotem
Akrobata z Pakistanu
Statki UFO
Ptak przed kamerą
Limahl - Neverending Story
Niezwykłe wypadki
Głupi pies
Hong Kong
 Losowe dowcipy
Dlaczego ta krowa nie ma rogów?
Heine na łożu śmierci
Ignorancja
Ile mi pan daje lat?
Gluck i kiepski śpiewak
A gdzie pana skrzypce?
 Podróże po świecie
Luksemburg ciekawostki
Wielki Pałac Królewski, Bangkok
Włochy, ciekawostki
Jedziemy do Pretorii, stolicy RPA
Góra Kościuszki, Australia
Tshwane (Pretoria), Republika Południowej Afryki
 
Śmieszne filmy
Humor Joe Monstera
Domowe sposoby
Centrum Twojego pupila
Sadurski.com / kontakt / reklama / dla mediów / biznes oferty / patronat / współpraca / partnerzy