Humor • Rozrywka • Dowcipy Ciekawostki • Satyra • Skandale • Polski portal satyryczny  humor   newsy   kontakt do Sadurski.com
dowcip,dowcipy,humor,sms,polski,polskie,gry,flash,galeria rysunku,rysunki,rysunek satyryczny,serwis
Dziś jest: wtorek, 28. marca 2017 r.
szukaj:
  w:
Dodaj do Ulubionych!
Pół miliona wizyt co miesiąc :-) Codziennie nowości - satyryk Szczepan Sadurski zaprasza.
Polonia. Podróże. Rozrywka.

Newsy
Komentarze satyryczne. Rozrywka i humor. Ciekawostki i anegdoty. Satyra i satyrycy.

 

Satyra Absurdy Ciekawostki
Partia Dobrego Humoru - Good Humor Party
Szczepan Sadurski
Kabarety Satyrycy Śmiech
Rysunek satyryczny Karykatura
Komiksy
Najnowsze / Najpopularniejsze / Losowy news / Dodaj newsa / RSS
Tu jesteś: Newsy / Satyra Absurdy Ciekawostki
Wyszukaj w treści i słowach kluczowych:

Satyra Absurdy Ciekawostki

Stefan Friedmann - Agresja życia 2008-12-07
Stefan Friedmann - Agresja życia

Agresja życia
Ze Stefanem Friedmannem rozmawia Marek Różycki jr.



- Niech mi Pan wybaczy ciekawość, czy Milion Friedman był Pana krewnym?


• Chodzi Panu o tego sławnego ekonomistę amerykańskiego?

- Tak, to on właśnie zajmował się problematyką konsumpcji, historii i teorii pieniądza. A więc rodzina?!

• Niestety. Żałuję, ale nie było między nami pokrewieństwa. Oczywiście, do dziś korzystam z jego pomocy, bo w dużej mierze przyczynił się do stabilizacji dolara. Jest co pożyczać.

- Nie kryję rozczarowania. Oczyma wyobraźni widziałem już nagłówki z pierwszych stron gazet: "Ekonomista polskiego pochodzenia reformował gospodarkę USA"…

• Na pocieszenie zdradzę panu moją własną teorię pieniądza: im więcej wydaję, tym więcej zarabiam.

- Odkąd mój byt rozstał się ze świadomością, kapitał pozostawiłem w rękach Marksa. Pamiętam radę jednego z historycznych władców, że każdy powinien ratować się na swój sposób. Jakie są Pana barwy ochronne?

• To są barwy mojej pracy. Jest ich dużo i nie wszystkie jeszcze poznałem. Przede wszystkim nie wrastam korzeniami w jedno miejsce, w jedną arenę. Cechuje mnie niestabilność – domena moich zainteresowań nie jest określona do końca.

- Życiowa filozofia? A może "szkoła przetrwania" Stefana Friedmanna?

• Nawiązał pan do Pałkiewicza, który prowadził taką szkołę dla milionerów. Uczył w niej wyobraźni i życiowej zaradności – że życie nie kończy się na komputerze, koncie bankowym, giełdzie, że nie wszystko można załatwić przez adwokata czy prywatnego detektywa, bo czasem można się zatrzasnąć w windzie na przykład między siedemdziesiątym a siedemdziesiątym pierwszym piętrem i co wtedy robić?... Nie mówiąc o tym, że pęknie szlauch w ogródku albo pojawią się podobne tarapaty. To jest jakby forma zabawy, natomiast u nas sztuka polega na godnym przetrwaniu życia w trudnych warunkach. Godność jest wartością stałą i nie zmienia się w zależności od sytuacji. Przede wszystkim polega na wzięciu na siebie odpowiedzialności – zwłaszcza przed najbliższymi. Człowiek tak naprawdę myśli o tym dopiero, gdy uczy, wychowuje, edukuje własne dzieci. Trzeba wówczas znaleźć siebie, swoją godność, moralność, twarz. Moim punktem odniesienia są dorośli synowie, którzy patrzą, oceniają i jeżeli wybiorą coś innego – zrobią to ze świadomością, że nie skorzystali z mojego przykładu.

- Od dziewiątego roku życia występował Pan na scenie teatru, związany jest Pan z radiem, także z X Muzą. Dlaczego zatem – będąc cudownym dzieckiem – miał Pan kłopoty z dostaniem się do szkoły teatralnej; dopiero w trzydziestym roku życia zdał Pan egzamin eksternistyczny?...

• Co jakiś czas nieco zmieniam pogląd na ten kawałek mojego życiorysu. Byłem wówczas młody, niefrasobliwy… Wielu moich kolegów miało podobną drogę i dopiero po latach pracy uzyskiwali papierek potwierdzający ich zawodowstwo. Kłopoty z dostaniem się do szkoły teatralnej mają nietypowi. Na przykład ja na egzaminie dostałem z warunków fizycznych dwa plus… Znaczy to – nikczemny wzrost i haniebna uroda. Domyśliłem się, że tak właśnie zostałem oceniony przez wysoką komisję.

- Czyżby podzwonne dla dzwonka?...

• Rażąco odstawałem od powszechnie uznawanych wzorców, norm, konwencji, schematów. Pamiętam, jak na jednym z egzaminów wykpiłem się jakimś żartem. Dostałem reprymendę i zostałem skarcony. Przylgnęło to do mnie. Byłem inny, a tego szkoła nie toleruje. Dlatego szkołę kończy przeważnie trzech Łapickich, czterech Holoubków, dwóch Łomnickich i jeden taki dziwny; a potem okazuje się, że to był Fronczewski… Źle jest być nietypowym, już Andersen pisał o tym w „Brzydkim kaczątku”…

- Na szczęście dla tego gatunku zdarzają się kariery na miarę Kaczora Donalda…


• …albo Kazika Kaczora.

- To by się nawet zgadzało. Pan Kaczor popłynął w rejs do Ameryki. Wróćmy jednak na nasze podwórko – Pana małżeństwo z Melpomeną nie okazało się mezaliansem…

• Przez wiele lat pracowałem w najlepszym teatrze Warszawy – a może i Polski – u Erwina Axera. Raz grałem po kilka ról w jednym przedstawieniu, to znów jedną dużą – zawsze byłem wykorzystywany i czułem się potrzebny. To bardzo wiele. By mieć tę satysfakcję, nie trzeba grać wielkich ról.

- Niektórzy mówią, że zbyt długo obracał się Pan w złym towarzystwie, wytykając przyjaźń przyjaźń Gienkiem Matysiakiem… Jak wytrzymał Pan z nim przez dwadzieścia pięć lat?!...

• W końcu zrezygnowałem z kreowania tej postaci, która nota bene zjednała sobie bardzo wielu przyjaciół. Gienkiem Matysiakiem byłem od szesnastego roku życia; razem z nim wzrastałem, dojrzewałem i przez dwadzieścia pięć lat zdążyłem zżyć się z nim, nieomal utożsamić. Jednocześnie postać ta odebrała mi własne nazwisko, styl, aktorską osobowość. Dla co najmniej dwóch pokoleń radiosłuchaczy zostałem zaszufladkowany jako Gienek Matysiak i pewnie taki mój wizerunek pozostanie już w pamięci ludzi – szczególnie starszych. Jednocześnie wielu młodszych widzów i słuchaczy kojarzy mnie z rolami, w których im się najbardziej podobałem – na przykład z Majstrem z „Dialogów na cztery nogi” albo z wieloma rolami filmowymi. Na przykład za sprawą serialu – dostałem nazwisko Bednarski i kupiony zostałem przez dzieci i młodzież. To wspaniała, uczciwa widownia, której nie można przekupić albo zasugerować tendencyjnymi recenzjami. Trzy pokolenia wyrosły obok mnie, gdy ja w tym czasie starałem się zaistnieć ze swoją działalnością artystyczną. Sądzę, że w pamięci każdego człowieka zapisałem się czymś innym i to jest moje zadanie artystyczne.

- Dość często występował Pan w filmie, teatrze, kabarecie, telewizji. Z Pana nazwiskiem kojarzy się najlepsza rozrywka radiowa – słynny ITR oraz Ilustrowany Magazyn Autorów. Jest Pan współautorem musichalli – „Drugie wejście smoka”, „Czarna dziura”, twórcą sztuk dla dzieci i młodzieży. Napisał Pan wspólnie z Jonaszem Koftą „Fachowców”; pisze pan teksty piosenek, dialogi filmowe, opowiadania, recenzje; występuje na estradzie w kraju i za granicą… Wszędzie Pana pełno, ale jakby nigdzie nie udało się Panu tak naprawdę mocno zaistnieć!...

• Może właśnie moją cechą rozpoznawczą jest owo rozproszenie, to, że brak dla mnie szufladki. Może nie chcę być złapany, usidlony przez układy, wchodzić w komitywę, zależności, ani być członkiem określonej grupy, czyli mafii – patrz: towarzystwo wzajemnej akceptacji w imię swoich racji. Może ja się tego boję, że nie dam sobie z tym rady? Bardzo szybko żyję, na krótką metę. Nie wybiegam myślą w przyszłość, bo – zważywszy na nasze realia – można zabłądzić… Korzystam z bieżących ofert, cieszę się, bawię. A efekty oczywiście bywają różne – trudno nawet je przewidzieć i często nie zależą ode mnie. Całe życie ogon mi się pali, jak kotu Disney`a. On się ogląda i… fru… gdzie indziej. A ten ogon wciąż kopci, kopci, kopci…

- Nie ma dymu bez ognia… W swoim zawodzie ma Pan kolegów o znacznie mniejszym stażu i dorobku artystycznym, którzy jednak robią błyskotliwe kariery, są ulubieńcami publiczności – wszechobecni, sławni, popularni…

• W moim zawodzie popularność zdobywa ten, kto kocha pieniądze, kto nie przebierając w żartach - schlebia tanim gustom i trafia, jak to się mówi, siekierą; kto ma hucpę. Mnie nie interesuje zdobywanie takiej publiczności. Czy pan myśli, że jestem gorszy od Dańca, Smolenia, Pietrzaka czy Drozdy?!... Tylko ja nie umiem walczyć o to. Mógłbym postawić na siebie, zrobić wiele szumu wokół swej osoby, chodzić, drążyć, zabiegać… Mógłbym napisać komedię, zrobić rewię, bo sprawdziłem się i znam swoje możliwości. Umiem pisać, tańczyć, grać – ale mnie to nie jest potrzebne, bo wiem, że taka akcja nie jest możliwa w tym czasie i miejscu. Dla mnie to strata cennego czasu i zdrowia. Po co mi te stresy, środowiskowe zazdrości i zawiści, upokarzające sytuacje, narażanie się na oceny dyletantów, którzy nie mają nic wspólnego ze sztuką?! Zamiast krytyki – warczenie, skowyty, szarpanie za nogawkę, albo takie błahe, stereotypowe pustosłowie, że nawet dzieci by mogły taką recenzję napisać!...

- Stanisław Tym powiedział kiedyś, że ma moralny i społeczny obowiązek blokowania miejsca durniom, których ostatnimi czasy przybyło, choć naród wyjeżdża!... Przyznam, że mnie bliższa jest już rezygnacja. Ale Pan MUSI wchodzić w sytuacje konfliktowe, stresujące, jeśli pragnie forsować swoją sztukę i przekonać do niej innych. To jest niejako wpisane w życiorys artysty, w Pana życiorys!

• Oczywiście, ja próbuję. Nawet ten, kto gra czysto, czasami się przebije. Ale nie robię tego, żeby wygrać, bo jest to niemożliwe. Tacy jak ja są dzisiaj w mniejszości. Natomiast ci tak zwani popularni – DOPROWADZILI DO OBNIŻENIA WYMAGAŃ INTELEKTUALNYCH I POZIOMU ARTYSTYCZNEGO PUBLICZNOŚCI! Oczekiwania odbiorcy obniżone zostały do poziomu konsumenta kotleta mielonego w knajpie n-tej kategorii. To się podoba, jest akceptowane, bo nie zmusza do pracy myślowej. Społeczeństwo kupuje tę prostotę (miernotę) – cementowy wdzięk, betonowy żart, bo to jest łatwo przyswajalne. Po co się wysilać?! Są ludzie, którzy by chcieli cieniej, z finezją, ale z góry stoją na straconej pozycji albo muszą sobie zjednywać naród czymś innym – na przykład ograć twarz w serialu, by później korzystając ze zdobytej popularności, serwować inne wartości. Co jakiś czas staram się wyjść z jakąś nową propozycją. Stąd te pauzy w mojej działalności. Ale ja nie będę występował dla wszystkich i wszystkich uszczęśliwiał.

- Największy wpływ na Pana działalność artystyczną wywarła atmosfera studenckiego kabaretu "Hybrydy". Poczucie paradoksu, przekora, bystrość obserwacji – znamionują Pana twórczość. Jak pan sądzi – dlaczego kabaret przestał odwoływać się do kultury, wyrobienia i oczytania odbiorcy, brakuje mu filozofii, sygnałów myślowych, finezyjnych skojarzeń? Gdzie upatruje Pan źródeł choroby?

• …w tym, że ludzie nie czytają, bo i nie stać ich na kupno książek; że piłkarska reprezentacja przegrywa; że nie można dostać się do specjalisty-lekarza; że wszędzie płaci się łapówki, aby cokolwiek załatwić; że kwitnie korupcja, cwaniactwo, kolesiostwo; że ludzie masowo wyjeżdżają za chlebem; że pracującego ciężko człowieka – nie stać na mieszkanie itd. itd. Nie może nagle powstać coś genialnego w takim natłoku nieporadności, nieudacznictwa i cwaniactwa. Czy w naszym kraju w ogóle cokolwiek dobrze funkcjonuje? Przecież to jest jak gdyby szeregowe łączenie. Pewnie są jakieś skanseny dobrego kabaretu w studenckich, inteligenckich środowiskach, ale generalnie rzecz ujmując – zarówno ci, co serwują dania, jak i ci, co je jedzą, stwierdzili, że lepiej łatwo żyć. Po co męczyć umysł? Niech śpi, śniąc o potędze…

- Zdaniem znawców przedmiotu – twórcy kabaretów traktują publiczność jako obiekt podlizów, mizdrzenia się. Kiedyś najciekawsze kabarety potrafiły publiczność prowokować, wykpiwać jej gust, upodobania, poglądy, miałkość intelektualną…

• Scena i mikrofon – to wspaniała broń i był taki czas – nie tak znów odległy – kiedy umieliśmy się tą bronią posługiwać. Była w nas chęć poprawiania, mówienia tego, o czym milczały środki masowego przekazu. Atakowaliśmy jaźń, świadomość słuchających nas ludzi. Dodatkowo mobilizowała nas ostra cenzura, zmuszając do posługiwania się subtelnym dowcipem, alegorią, wyrafinowanym żartem. Rzeczywistość kreowana w kabarecie apelowała do inteligencji, oczytania, kulturalnego obycia. Przyjęło się, że satyra, którą rozumie cenzor – nie spełnia swojej funkcji, przestaje być satyrą. Teraz programy kabaretowe robione są po najmniejszej linii oporu. Z lenistwa? Gdy oficjalnie można już więcej powiedzieć, blokuje artystów mocno zakorzeniona autocenzura? A może brak jest po prostu osobowości kabaretowych, ludzi utalentowanych, inteligentnych, którym jeszcze o coś chodzi, którzy jeszcze o coś walczą w tej naszej rozmamłanej rzeczywistości? A może – jaki król, taki błazen?

- Komizm, satyra polityczna i obyczajowa kwitną w epokach przejściowych, gdy wiele wartości traci na znaczeniu. A tymczasem u nas pustka, pustynia kabaretowa i nawet nie widać fatamorgany…

• A co budowało wartość zjawisk kabaretowych, satyrycznych? Konkretny człowiek, i n d y w i d u a l n o ś ć, artysta, który potrafił skupić na sobie uwagę, przyciągnąć, zaintrygować swoją osobowością. Dzięki takim ludziom może pan teraz rozmawiać o tym, jak to drzewiej było fajnie, a teraz nie jest. Ci ludzie wciąż odchodzą; pozostała znikoma liczba zmęczonych utrzymywaniem pozorów dobrego życia Robinsonów Kultury. Ja do tej pory w środowiskach studenckich uchodzę za studenckiego wykonawcę… Sprawia mi to satysfakcję, ale jednocześnie napawa ogromnym smutkiem, jako Matuzalema tego ruchu, bo nie widzę następców. Powtórzę: brak jest osobowości, ludzi innych, z predyspozycjami gwarantującymi rozwój, a także integrujących wokół siebie środowisko. Nieliczne indywidualności przywalone są tym strasznym mułem estradowym, w którym tapla się nasza rozrywka. Obrazu dopełnia bezinteresowna zawiść i zazdrość środowiska, niszcząca pomysły czy inicjatywy już w zarodku.

- Od dawna funkcjonuje przekonanie o wychowawczej, korygującej roli komizmu, satyry. Uczucie strachu przed wyśmianiem odgrywa tu zasadniczą rolę. Zamierza Pan jeszcze – korzystając z tej broni – naprawiać świat, ulepszać ludzi?

• Oczywiście, ja cały czas pracuję. Raz jest to bardziej widoczne, raz mniej. Nie oglądając się na warunki i sytuację staram się zapełniać ten mój magazyn pomysłów, ładować akumulator. Lubię kabaret i wiem, że wielu ludzi zaakceptowało mój estradowy styl, sposób bycia, specyficzny typ humoru. Nie muszę nikogo głaskać, nikomu schlebiać, podlizywać się, by tymi metodami walczyć o przychylność publiczności. Tego kapitału nie warto tracić. Lubię, kiedy coś samo mnie zaskoczy przez otworzenie się, eksplozję pomysłu i wtedy to szybko robię. Rezultaty muszę mieć od razu, bo za chwilę to już nie jest to, czego chciałem i przestaje mnie bawić. Jednocześnie mam tę dobrą cechę charakteru, że potrafię rezygnować i nie rozpaczam, nie płaczę, nie rozdzieram szat. I tak drą się same…

- Teoretycy są zdania, że śmieszne spowodowane jest odstępstwem czegoś od normy. Problem w tym, że nienormalne stało się u nas normą – co wcale nie śmieszy… Wpadliśmy w pułapkę przystosowania do nienormalnej sytuacji. Czy w tym kontekście może Pan powiedzieć – jakim cechom musi odpowiadać twórczość, aby można ją zaliczyć do dziedziny "komizmu"?

• Ja bym to sformułowanie odwrócił – skoro życie jest takie śmieszne i przyprawia nas o zmarszczki mimiczne, to zacznijmy w kabarecie na poważnie pokazywać życie, jakie powinno być. Dosyć krzyczenia do ludzi: „Opamiętajcie się!” Dosyć potrząsania sumieniami, apelowania do honoru, godności, kindersztuby, szermowania historią na lewo i prawo. Gombrowicz w „Dziennikach” przepięknie napisał – czym my się chwalimy? Jaką historią?! Wciąż tylko Chopin, Kopernik, Kościuszko… To my mamy pokazać, jaka jest polska twarz, bo świat weryfikuje nas na bieżąco. Dokąd można opierać się na tym, czego ktoś kiedyś dokonał ?!

- Karl Kraus był zdania, że talent jest często wadą charakteru – spytam więc o Pana wady?


• Ponieważ nie mam talentu – widać nie mam wad. Po prostu jestem ideałem… Bardzo lubię Krausa, na przykład takie jego sformułowanie zapadło mi w pamięć: „Nie mieć żadnej myśli i umieć ją wyrazić – oto jak zostaje się dziennikarzem”…

- Bardzo trafne w dzisiejszych czasach spostrzeżenie, ale zgodnie z moim odczuciem, rację ma także G.B. Shaw, że dziennikarze są w tym kraju zbyt skromnie opłacani, aby wiedzieć o czymkolwiek, co nadaje się do publikacji!...

• Kraus mógłby nas wiele nauczyć – na przykład: „Istnieje pewna idea, która kiedyś spowoduje prawdziwą wojnę światową: że Bóg nie stworzył człowieka, jako konsumenta i producenta. Że środki potrzebne do życia nie są celem życia! Że żołądek nie powinien przerastać głowy. Że życie nie jest uzasadnione wyłącznie robieniem pieniędzy! Że człowiek żyje w czasie, by mieć czas, i po to, by nie osiągał danego celu nogami, zanim nie dojdzie tam sercem”.

- ! ! !

• Tragedią jest sytuacja, gdy brak wzorców, autorytetów, punktów odniesienia, kryteriów. Żyjemy wyznając zafałszowaną hierarchię wartości. Jesteśmy złaknieni autorytetów – ludzi, którym można zaufać i uwierzyć, bo znają się na rzeczy.

- Mówiliśmy o warunkach stawania się, poznawania i wreszcie „wyboru siebie”. Gdzie tkwią korzenie Pana osobowości, która jest także wypadkową rodziny – w Pana przypadku, rodziny aktorskiej?

• Mój ojciec miał wspaniałe cechy charakteru – bezinteresowność, uczciwość, pracowitość, systematyczność. Był szlachetny i obowiązkowy. Nigdy nie był materialistą! Niestety, żył w czasach, w których to były najgorsze wady, jakie mógł mieć człowiek. Ojciec malował, pisał, naprawiał stare zegary. Widziałem, jak trudno mu żyć. Nie przebił się, wciąż był fajnym kumplem, Marianem, na którego zawsze można było liczyć. Grał role średnie, ale grał wspaniale. Był potrzebny i jemu to wystarczało. Taki wizerunek ojca, który był dla mnie przykładem – spowodował tę moją agresję życia. Pomyślałem – skoro mój ojciec był taki zdolny i nic mu w życiu nie wyszło, to ja spróbuję te odziedziczone cechy nieco w sobie zmienić, aby zaistnieć i nie dać się zdeptać. Gdybym był taki, jak mój tata – po prostu przeszliby po mnie i nawet tego nie zauważyli.

- A tak?

• A tak przechodzą i widzą…

Wywiad przeprowadził Marek Różycki jr
Foto: Szczepan Sadurski


/   Wyślij / Wydrukuj / Dodaj newsa / Zgłoś błąd / Kanał RSS


Słowa kluczowe: aktorzy, satyrycy, wywiady
prawa autorskie

Losowe newsy z tego działu:
Prezydent Iranu i ośmiornica
Prezydent Iranu i ośmiornica Przepowiadająca przyszłość ośmiornica Paul, właśnie wkroczyła do światowej polityki, za sprawą przemówienia prezydenta Iranu Mahmuda Ahmadineżada. »
Dlaczego Kowalczyk nie dostała złota
Dlaczego Kowalczyk nie dostała złota Justyna Kowalczyk nie została mistrzynią świata w biegu na 10 kilometrów, bo trasa biegu była dłuższa o 230 metrów? »
Seks czy ryba
Seks czy ryba Co jest ciekawsze: ryba z trzem nogami żyjąca na dnie oceanu, czy seksowna prezenterka włoskiej telewizji? »
Bajka i Bajkał
Bajka i Bajkał Na logotypie stacji benzynowych Huzar znajdują się skrzydła... husarza. Tymczasem huzar i husarz mają ze sobą tyle wspólnego, co kuter i skuter, Anders i Andersen albo bajka i Bajkał. »
96 tysięcy euro za kupę
96 tysięcy euro za kupę Czy beczka z kupą słonia jest warta prawie 100 tysięcy euro? (400 tysięcy złotych?) »
Podobne newsy:
Pora zmienić nieżyciowy przepis
Jak Murzyn ośmieszył firmę Nike
Cycki ruskiej Dody
Politycy czyli satyrycy 2010
Sadurski.com łamie ciszę wyborczą
Kangur czyli szarganie świętości
Muzułmanie kontra klocki LEGO
Pazura chwali się termą
Beata Szydło nie zamierza opublikować
UFO zniszczyło, PZU się miga
Najpopularniejsze newsy:
Goła dziewczyna na drodze
Jak Pudelka zrobić w konia
Goło & wesoło w TV Puls
Doda pluje na dziecko Tymochowicza
Candy Girl bez majtek - tylko u nas!
Blachara Doda
Cała prawda o Fryderyku Chopinie
Cycki ruskiej Dody
Ten dom wygląda jak Hitler
Najlepsze powiedzonko IV RP - zagłosuj

Stefan Friedmann - Agresja życia -

Wszystkie tagi

   • Newsy: archiwum Newsy - współpraca

 

Dzień Dobry Humor
Wąchock, śnieg i rower
- Dlaczego w ostatnią sobotę w Wąchocku wstrzymano ruch kołowy?
- Bo sołtysowa uczyła się jeździć na rowerze.

• • •
- Dlaczego...
przeczytaj cały »


Rysowanie karykatur




Translate this page:








 Nowe humory
Co jest na fladze Mozambiku, jaka odległość do środka Ziemi...
Największy ziemniak świata
Gdzie jest zabroniona Coca-Cola, pierwsze piwo w puszce...
Nastolatek Fidel Castro, mandatowy rekordzista...
Alaska. Oryginalny żart primaaprilisowy
 Nowe newsy
Kolej na dworcu PKP
1 kwietnia 2017 - wystawy z humorem
Narysuj WOLNOŚĆ
Nagrody za piwo
Beşiktaş - dzielnica Stambułu
Wesoły Wieżowiec na wyspie Tortuga
Happy Skyscraper na Kostaryce
Baranie Granie - ogólnopolski konkurs satyryczny
Karpik 2017 - regulamin konkursu POL + ENG
Laureaci Rysunku roku 2016
FABRYKA HUMORU
Wpisz imię lub nazwisko i wybierz płeć:
 
 Nowa satyra
Grunt to rodzinka
Fraszki o kobietach
Limeryki i rymowanki
Czego nie wiem
Satyryczne podsumowanie marca 2016
Fraszki: Kameleon, Hasło nieudaczników...
 Losowe obrazki
Co robić na kibelku? Andrzej Grabarczyk - aktor Porywacze
Rafał Bryndal - radiowiec, satyryk Mikayel Arnauryan, Armenia Piłka - męski sport
 Losowe filmy
Węgierski samobój
Niebezpieczny manewr
Dziewczyna i bilard
Układacz domina
pekin2
PiS Factor-2
Człowiek - orkiestra
Szalony kierowca
 Losowe dowcipy
Jackson i jego słynna rękawiczka
Pěkné historky o manželovi
Najmniejszy bałwan świata
Nie mam z tym nic wspólnego
Inzeráty
Wykładowca i jego penis
 Podróże po świecie
Wesoły Wieżowiec w Yogyakarta
Festa del Torrone - Cremona, Włochy
Katedra św. Michała i św. Guduli w Brukseli
Turystyka - główne źródło dochodu Egiptu
Machu Picchu w Cuzco, Peru
Bonn przywitało uśmiechniętego wieżowca
 
Śmieszne filmy
Humor Joe Monstera
Domowe sposoby
Centrum Twojego pupila
Sadurski.com / kontakt / reklama / dla mediów / biznes oferty / patronat / współpraca / partnerzy