PIENIĄDZE ZAMIAST MIŁOŚCIW portalu Sadurski.com niepublikowany, ostatni wywiad z Michaliną Wisłocką, "matką seksuologii polskiej", który w roku 2005, na krótko przed jej śmiercią przeprowadził Marek Różycki Jr.
Pieniądze zamiast miłości
Niepublikowana rozmowa z Michaliną Wisłocką
- Człowiek interesu na ogół jest tzw. pracoholikiem, a przy tym często odnajduje w sobie coś na kształt popędu seksualnego do pieniędzy…
• Znane i u nas powiedzenie „czas to pieniądz” zaczyna nabierać nowego wydźwięku. Na ołtarzu biznesu składana jest nierzadko ofiara z miłości i szczęścia rodzinnego. Te najważniejsze sfery ludzkiego życia okazują się zbyt czasochłonne… Ludzie biznesu – zarówno mężczyźni, jak i kobiety – coraz częściej uprawiają seks bez miłości z luksusową partnerką czy partnerem; bez zobowiązań, na ogół bezpiecznie, w dekoracjach swych apartamentów lub elitarnych biznes-klubów. Honoraria wliczone w abonament astronomicznej opłaty członkowskiej…
- Trudno mi sobie wyobrazić, aby leżało to w naturze człowieka, by mógł żyć pełnią istnienia bez emocjonalnego i uczuciowego wsparcia partnera i rodziny.
• Biznes i obyczaje tej sfery wytwarzają całkiem nowe konieczności konsumpcyjne. Można by przypuszczać, że panowie pracujący w biznesie obdarzają wyjątkowym szacunkiem i poważaniem kolegów biznesmenów, wytwarzających dobra tego świata dla świetnie sytuowanych. Patrząc na reklamy w telewizji, widzimy, jak biznes – produkujący różnorakie elementy luksusu życiowego – rodzi z czasem w społeczeństwie poczucie konieczności zakupu najrozmaitszych proszków, płynów, kosmetyków, sprzętów. Bo czy można żyć bez Cifa czy Pana Propera? Nie można, bo sąsiedzi by się śmiali, pytając jadowicie: Ty tego jeszcze nie używasz? Albo reklamowane coraz to nowsze i nowsze modele samochodów, pralek, lodówek, zmieniające się kolekcje mody; wywołują one coś na kształt popędu, który należy zaspokoić. I jeden za drugim – gnębiony poczuciem mniejszej wartości – zaczyna kupować. Jednak, aby kupować i używać tego wszystkiego, co oferuje nam współczesny biznes wytwórczy, trzeba mieć furę pieniędzy.
- Pieniądze z nieba nie lecą, a za pensje coraz trudniej wyżyć. Więc co na pozostaje? Biznes!
• A biznes ma dwa oblicza. Pierwsze – to okres, kiedy się go rozkręca i człowiek pracuje od świtu do nocy, a nawet i w nocy, żeby przebić konkurencję i zrobić duże pieniądze. I to są już pierwsze chude uczuciowo dni i miesiące dla rodziny. Drugi okres – gdy biznes się rozkręci. Pieniądze zdobyte uczciwą i nieuczciwą drogą sypią się jak z rogu obfitości i wtedy zaczyna się następny problem – żeby nie odbić się od tła świetnie zarabiających biznesmenów. Trzeba stworzyć nowe nawyki, nauczyć się sposobów chodzenia pana biznesmena, kontaktów pana biznesmena, przyodziewku i sygnetów pana biznesmena oraz nowego stylu życia i rozrywek. Koniecznie jeździ się na polowania, zapisuje do biznes-klubów, gdzie się przesiaduje, konferuje, załatwia interesy, je i pije oraz rozrywa się w stylu co najmniej miliardera. Jak wyglądałby człowiek o takim statusie, gdyby – nie daj Boże! – chodził do domu na obiad, a w niedzielę z dziećmi do parku albo z (własną) żoną do teatru? Dno i wodorosty!!!
Jak już wspomniałam, rozrywa się na polowaniu czy w kasynie, gdzie pieniądze płyną jak rzeka; afiszuje się z pięknymi modelkami czy hostessami. A kiedy już w tej swoistej masonerii osiągnie najwyższy stopień wtajemniczenia, biznes-klub zapewni mu wszystko: baseny, korty, sauny i przede wszystkim piękne kobiety – ach, jakże uwodzicielskie i spolegliwe… Dziewczyny do wyboru – zdrowe, przebadane, śliczne, higieniczne, o wysokich kwalifikacjach zawodowych typu, na przykład, masaż erotyczny. Wybierasz wedle woli…
- … ja?!...
• … przestań się wygłupiać, bo nie mówię przecież o naszym getcie, w którym z trudem utrzymujemy się na powierzchni życia! Tak więc wybierasz wedle woli i w każdej chwili możesz je mieć lub wyrzucić za drzwi. To jest dopiero wytworne życie biznesmena lub nowopowstałych „elit”, także, niestety, politycznych. Na wszystko ich stać! Niestety, nie wszystkie nocne czy wieczorne smutki i niepokoje dadzą się zalać alkoholem lub wyperswadować przez własnego psychoanalityka.
- Przypominam sobie dawną piosenkę, której refren brzmiał mniej więcej tak: „Życie jest formą istnienia białka, ale w kominie coś czasem załka”. I tak zaspakajamy najwymyślniejsze życzenia naszego białka, a jednak czasem, pomimo wszystko, coś w duszy zapiszczy. A co piszczy?
• Tęsknota do bliskiego, oddanego, ciepłego człowieka. Nie takiego za pieniądze, ale takiego od serca, co jak mama przytuli, pocieszy, łezki otrze, pogłaszcze po głowie, gdy wpadniemy w fatalny dołek życiowy, gdy na ten przykład „biznes-przyjaciele” nas oszwabią lub „koledzy” przejmą nasze akcje… Osoby kupione za pieniądze, zamiast wzruszać się naszymi dramatami i rozterkami, szybciutko (!!!) zmieniają nas na partnera weselszego i bezproblemowego. W tym sklepiku nie ma miejsca na wierność, tkliwość, bezinteresowność, lojalność i po prostu - na miłość. Dobrze, jeżeli w takich chwilach wraca do nas wspomnienie dzieciństwa, ciepłych i długich rozmów z matką czy ojcem, przyjaznego oparcia w rodzeństwie. Ale jeżeli jesteśmy już w drugim pokoleniu dzieckiem biznesmena, to nie ma ucieczki nawet we wspomnienia. Masowa propaganda i sugestia, która wdrukowuje nam w podświadomość nowy, cudowny świat biznesu, obrabowuje nas bezlitośnie z czasu, który moglibyśmy – zgodnie z ludzką naturą – poświęcić na miłość, małżeństwo czy ojcostwo, chociażby w znacznie mniej luksusowych dekoracjach. Jeżeli mamy nawet rodzinę, jest to zwykle rodzina drapieżników, która wciąż żąda więcej i więcej, ponieważ nikt w nich nie obudził potrzeb uczuciowych! W dzieciństwie nie obdarzani byli miłością, tylko rzeczami!
- Nie wzrusza ich nawet to, że tatuś-pracoholik z nagła umiera na zawał?
• Spadek wprawdzie ociera łzy, ale zwykle nie na długo go wystarczy. Bardzo rzadko młode drapieżniki przekształcają się z wiekiem w biznesmenów na wzór tatusia. Ponieważ całe dzieciństwo uczyli się konsumować, a nie solidnie pracować, wzrastają w przekonaniu, „że im się należy” i znaczą coś więcej od zwykłych śmiertelników. Podobnie rzecz się ma z dziećmi naszych politycznych – obecnie – „mocodawców” … „Im się należy!...” A polityka z biznesem jest bardzo mocno związana, nie tylko zresztą w naszym kraju. W miarę dorastania niewielkie mają szanse na samodzielność, a z biegiem czasu kłopoty finansowe zalewają alkoholem, narkotyzują się. I tak zaczyna się tworzyć z roku na rok coraz większy i bardziej przerażający margines niebezpiecznych dla społeczeństwa, a szczególnie młodych ludzi – zdrożny wzorzec do naśladowania „tych na topie” – a tak naprawdę: frustratów i wykolejeńców życiowych.
- Starożytni Grecy mieli bóstwa miłości, pijaństwa (wina!) i radości: Afrodytę i Dionizosa. My mamy za to fetysz pieniądza, kompleks niższości i psychoanalizę…
• Wystarczy porównać greckie igrzyska olimpijskie i współczesne, które stają się z dnia na dzień coraz większym biznesem. Wyżej… dalej… szybciej… Choćby za cenę narkotyków czy hormonów rujnujących zdrowie. Jeżeli nie chcesz mieć zawału, stać się kaleką i zginąć marnie, to: niżej… bliżej… wolniej… Tak, aby sport był relaksem i rozrywką, a nie spędem milionów ludzi i walką o wielkie pieniądze. W starożytnej Grecji nagrodą za zwycięstwo był prestiż i mała gałązka lauru, a także radość ze zwycięstwa, radość życia. Dziś ze sportem jest całkiem podobnie jak z rodziną. Ucieka wielka radość życia, a zostaje spleen i pieniądze. Nie mamy nawet odrobiny wolnego czasu, żeby je wydać dla własnej przyjemności. Coraz częściej dwoje ludzi łączy wspólny majątek, a nie uczucie. Taak, ludzie obecnie bardziej mają do siebie stosunek ekonomiczny, niż liryczny… Aforysta powiedział: „Jedni na drugich warczym – sposobem gospodarczym…”
- W opiniach zachodnich naukowców i znawców zagadnienia – rozkosz ma korzystny wpływ na nasze zdrowie psychiczne i fizyczne, a seks może się okazać bardzo skuteczną terapią, zwłaszcza, gdy chcemy się pozbyć stanów napięciowych, nerwic, zrzucić wagę, wyleczyć się z bezsenności, uniknąć zmarszczek, skutecznie zneutralizować stres… Krótko mówiąc, uprawiając seks nie tylko rozwijamy sferę naszej wrażliwości zmysłowej, ale także wzmacniamy mięśnie, zwiększamy odporność w ogóle, a w tym i nerwową, a nawet poprawiamy elastyczność i jędrność skóry! A ta nasza poczciwa i rzewna miłość… Ileż ona wymaga zachodu, wyrzeczeń, niesie z sobą stresów, często rozczarowań i piekielnie bolesnych upokorzeń. Więc może nie potępiajmy tak seksu bez miłości?...
• Nie składamy się tylko z żywego białka – tej piszczącej pod nawałem stresów i złota duszy też się coś należy. Trudno wytłumaczyć człowiekowi, żeby nie jadł słodyczy, bo mu szkodzą, a jadł zdrowy szpinak, chociaż mu nie smakuje… Na zdrowy rozum nikt nie może żyć samymi słodyczami, ponieważ organizm potrzebuje wszystkich składników odżywczych, aby rozwijał się prawidłowo. Podobnie życia nie możemy wypełnić tylko niewolniczą pracą albo wyłącznie rozrywką, wydawaniem pieniędzy i zimnym seksem, ponieważ SĄ TO JEDYNIE PUSTE KALORIE, które tylko wyniszczają nasz organizm.
Zarówno u zwierząt, jak i ludzi, nikt nie wymyślił nic lepszego od rodziny, która daje ciepło, poczucie bezpieczeństwa, oparcie w trudnych sytuacjach, motywację do życia i ponoszenia jego trudów, a także szanse wychowania pięknych ludzi, którzy nie pozwolą wyginąć gatunkowi homo sapiens. Chyba ekologia dość wyraźnie ukazała nam zagrożenie, jakie stwarza rozwój cywilizacji, bez zwracania uwagi na zachowanie zdrowego środowiska. Zdrowe środowisko jest dla nas takim samym warunkiem egzystencji, jak dobra, kochająca się rodzina. W tym kontekście specjalnego znaczenia nabierają słowa Marka Twain`a, że „cywilizacja to nieograniczone mnożenie niepotrzebnych konieczności” (!)…
- Jak określiłaby pani stan „uczuciowego posiadania” Polaków na początku XXI wieku, a także naszą narodową specyfikę w tym względzie?
• Mimo wszystko wierzę nadal, że ciągle narodową specyfiką Polaka jest miłość i przywiązanie do rodziny; choć zdaję sobie sprawę, że przodujemy w Europie w rozwodach, że prawie nie mamy przyrostu naturalnego, że coraz mniej zawieranych jest małżeństw, że mnóstwo młodych opuszcza nasz kraj „za chlebem”. Nie tak znowu dawno, cechowała nas miłość fantazyjna, piękna, romantyczna, pełna ciepła, poświęceń i oddania Przecież wystarczy spojrzeć, co dał krajom wielkiego biznesu nieograniczony niczym seks. Wielki spleen, rozpad rodzin, piorunujący spadek przyrostu naturalnego i wielki wzrost przestępczości wśród nieletnich. A co nam przyjdzie z tego wielkiego szczęścia przesyconego seksem, kiedy zabraknie ludzi, aby go przeżywać?!...
Większość współczesnej literatury amerykańskiej odrzuca czysty seks i szuka drogi powrotu do szczęśliwej, uczuciowo ciepłej, bezpiecznej rodziny. Przykładem mogą być choćby bestsellery SF Kontza, w których przerażający świat przyszłości niszczy społeczeństwo i jedyną ucieczką z niesamowitej rzeczywistości staje się najbliższy człowiek: mąż, żona czy dziecko. Poza tym Zachód przeżył już swoją chorobę inwazji seksu, a my – jak zwykle – żywimy się z zapałem odpadkami.
Rozmawiał + foto: Marek Różycki jr
Michalina Wisłocka - ur. 1921 r., zm. 5 lutego 2005 r. w Warszawie. Polska lekarka, ginekolog, cytolog i seksuolog. Była współzałożycielką Towarzystwa Świadomego Macierzyństwa, w którym zajmowała się leczeniem niepłodności i antykoncepcją. Objęła kierownictwo pierwszej w Polsce Poradni Świadomego Macierzyństwa w Instytucie Matki i Dziecka w Warszawie. W latach 70. XX wieku kierowała Pracownią Cytodiagnostyczną Towarzystwa Planowania Rodziny. Oprócz książek z dziedziny seksuologii - takich jak: Sukces w miłości, Kalejdoskop seksu, Kultura miłości, Sztuka kochania (1976), Sztuka kochania - w 20 lat później (1988), Sztuka kochania - witamina M (1989), była również autorką pamiętników “Miłość na całe życie. Wspomnienia z czasów beztroski”.
Jej popularnonaukowy poradnik z dziedziny seksuologii Sztuka kochania wydany w 1976 stał się bestsellerem (nakład łączny 9 mln egzemplarzy) i zapoczątkował większą otwartość w sprawach seksu i życia seksualnego nie tylko w Polsce. Jej książki ukazały się nawet w Chinach i USA. (na podstawie: Wikipedia)