Kończący się niedługo Światowy Rok Komiksu dla portalu Sadurski.com podsumowuje Jarosław Marcin Chudzik.
Wszyscy wiemy, że obecny rok (2009), jest rokiem Juliusza Słowackiego, Rokiem Astronomii, ale już tylko nieliczni zdają sobie sprawę, że również jest to Rok Komiksu. Został ogłoszony w Brukseli, a zaczął się 28 lutego wielką paradą balonów w kształtach rysunkowych bohaterów.
Za narodziny tej dziedziny sztuki przyjęto premierę gazetowego paska komiksowego „Yellow Kid” w roku 1896. Są jednak na świecie badacze gatunku utrzymujący, że początków należy upatrywać w płaskorzeźbach Egipcjan i malarstwie średniowiecznym. Historie bywają adaptacjami literackimi są zabawne, kryminalne, historyczne, fantastyczne, undergroundowe, obyczajowe, polityczne, erotyczne, grozy, intelektualne, artystyczne. Były tworzone przez takich mistrzów jak H. Foster, A. Raymond, W. Eisner, B. Hogarth, J. Kirby, Ch. M. Schultz. Dziś wirtuozami kreski są Moebius, P. Serpieri, G. Rosiński, T. Ott, E. Bilal, K. Otomo, G. Darrow i wielu innych. W Polsce, w październiku odbył się w Łodzi jubileuszowy, 20 Międzynarodowy Festiwal Komiksu. Trzydniowa impreza obfitowała w liczne atrakcje - wystawy, spotkania z twórcami z Europy. Na całym świecie powstają festiwale i muzea poświęcone obrazkowym albumom. Pierwsze wydania niektórych pozycji osiągają na giełdach niebotyczne sumy. Powoli, pejoratywne znaczenie słowa komiks, odchodzi w przeszłość. W Polsce, zła opinia ciągnie się za określanymi kiedyś jako „kolorowe zeszyty”, komiksami, od czasów socjalizmu. Coca Cola, Jazz i ten paskudny, zachodni komiks! Wtedy dominowały opowieści na zamówienie władz: Kap. Żbik, Podziemny front (rzecz o AL). Były też chlubne wyjątki m.in. Kajko i Kokosz, Orient Men, Thorgal. Komiksy ambitniejsze, skierowane do dojrzałego czytelnika powstają w Polsce od niedawna.
Szczególnie dużo pozycji otrzymujemy z rynku frankofońskiego. Komiksy francuskie, belgijskie są często tworzone przez znakomitych autorów i kierowane do wyrobionego intelektualnie czytelnika. Do entuzjastów tej sztuki należy m.in. Umberto Eco; Federico Fellini sam pisał scenariusze i był kolekcjonerem. Komiks Maus Arta Spiegelmana w 1992 r. otrzymał nagrodę Pulitzera. Autor złapał za serca rzesze czytelników historią o Holokauście opowiedzianą przez... myszy (Żydów). Satyryk Jacek Federowicz „popełnił” komiks Solidarność 500 pierwszych dni, który w socjalizmie, należał do wydawnictw podziemnych. Opowieści rysunkowe są tworzone różnymi technikami - rysowane, malowane, tworzone cyfrowo, wydrapywane nożem w czarnym kartonie (tzw scratchboard). W latach 60. XX w., w okresie pop-artu, obok Andy Warhola zasłynął Roy Lichtenstein. Malarz powiększał oryginalne kadry komiksowe do rozmiarów kilkumetrowych obrazów olejnych. Jego prace sprzedawały się za grube pliki dolarów, sami twórcy historii (których artysta kopiował!), rzadko osiągali status milionerów. Zmienia się to teraz, gdy studia filmowe za prawa do adaptacji płacą twórcom grube miliony. Do takich szczęśliwców należy Stan Lee (ojciec m.in. serii Spiderman, X-men, Capitan America), Alan Moore (V jak Vendetta, Liga Niezwykłych Dżentelmenów, Prosto z piekła), Rene Goscinny i Albert Uderzo (Asterix i Obelix).
Dziesiąta muza osiąga spore zyski z ekranizacji. Już od dawna żaden filmowy projekt nie powstaje bez storyboardu czyli rozrysowanego filmu na kadry komiksowe, z zaznaczonymi ruchami kamery i postaci. Hollywood i inne filmowe studia, adaptowało i wciąż z powodzeniem to robi, coraz to nowe nowele graficzne i całe serie. Kot Fritz, Barbalella, Dick Tracy, Punisher, Hellboy, Sin City, 300, Watched. Strażnicy, seria X-men, V jak Vendetta, Immortal-kobieta pułapka, Akira, Constantine, Asterix i Obelix (obchodzący w tym roku 50-lecie). Nie sposób wymienić wszystkie tytuły, jest ich naprawdę dużo. Celowo nie przytaczam kolejnych „menów” bo te ekranizacje rzadko osiągają wysoki poziom, wyjątek stanowi Mroczny Rycerz z ostatnią rolą Heatha Ledgera jako Jokera. Często widz nawet nie zdaje sobie sprawy, że pierwowzorem filmu była historia obrazkowa. Tak było z Historią przemocy, Drogą do zatracenia, Ghost World. Nie wszystkie adaptacje dotyczą sensacji i fantastyki, często są to historie obyczajowe. Ile straciłyby dzieci gdyby nie ożywiono Smerfów z komiksowych kadrów Peyo?
Z naszego rodzimego rynku warto wspomnieć o cyfrowym filmie Tomasza Bagińskiego Kinematograf, który nie powstałby, gdyby nie komiks Mateusza Szkutnika. Nawiasem mówiąc, trzymajmy kciuki za tę animację, będzie startować w konkursie Oscarowym. We wrześniu, szerokim echem w mediach, odbiło się kupno przez koncern Disneya komiksowego wydawnictwa Marvel za 4 mld. dolarów. Mimo panującego w USA kryzysu, bajkowy potentat wyłożył tak dużą sumę, widząc w wykorzystaniu 5-tysięcznej armii rysunkowych superbohaterów olbrzymi potencjał. Wkrótce do kin wejdzie ekranizacja Tintina w reżyserii Stivena Spielberga, reżysera, który rzadko „traci nos”. Komiks przynosi duże dochody. Jeśli tylko tworzony jest przez artystów słowa, kreski i sztuki filmowej. Swoista symbioza komiksu i filmu na razie trwa w najlepsze. Pamiętajmy jednak, że obok „menów” są pozycje niszowe, dla smakoszy kreski i słowa, i przede wszystkim takich „specjałów” Państwu i sobie życzę.
Tekst: Jarosław Marcin Chudzik - www.jmc.za.pl Na ilustracji: okładka "Światowego Słownika Komiksu" Larousse’a
|