Z Marcinem Wąsowskim i Michałem Łysiakiem z Kabaretu Świerszczychrząszcz, na chwilę przed rozpoczęciem Bitwy Kabaretowej Dno vs. Świerszczychrząszcz w Warszawskim Domu Kultury Świt, dnia 23.11.1009 r. rozmawiała Agnieszka Oliwa.
Za chwilę rozpocznie się czwarte starcie Bitwy Kabaretowej. Jak przebiega współpraca z kabaretem Dno?
• MW - Bardzo dobrze. Nie możemy za wiele mówić, bo jeden z członków kabaretu Dno siedzi za nami. Oczywiście żartujemy, współpraca przebiega rewelacyjnie.
Co daje udział w bitwie kabaretowej? Są większe emocje niż podczas samodzielnych występów?
• MW - Jest spokojniej, ponieważ kiedy gramy sami nasz godzinny występ, to przez godzinę czasu właściwie wióry lecą. W sensie takim, że za kulisami nie mamy czasu nawet żeby otrzeć czoła. A tutaj gramy jeden skecz, a potem mamy czas żeby spokojnie się przygotować do kolejnego.
Czy któryś z Was ma żółwia?
• MŁ - Nie.
• MW - ? Nie, nie mamy.
Chodzi mi o żółwie z Galapagos. Czy były czymś inspirowane?
• MW - Nie. Pewnie gdyby któryś z nas miał, to byśmy się nie odważyli stworzyć tego skeczu. Jesteśmy po prostu wychowani na National Geographic, takim brutalnym National Geographic. No i na Wojowniczych Żółwiach Nina, to przede wszystkim!
Postawiliście na pantomimę. Od początku działalności mieliście taki zamysł?
• MW - To co robimy, to nie do końca jest pantomima. Wykorzystujemy elementy pantominy, ale są też elementy szeroko rozumianego ruchu scenicznego i tańca. Jeżeli chcielibyśmy uprawiać czystą pantomimę, to musielibyśmy jeszcze dużo popracować i pozmieniać wiele w tym, co robimy.
Występowaliście również poza granicami naszego kraju. Czy i poczucie humoru jest inne?
• MW - Inne. Częściowo się dostosowujemy, mamy część materiału takiego, który porusza jakieś polskie konteksty, więc wiadomo, że trzeba z tego zrezygnować. Druga część jest w miarę uniwersalna, przynajmniej z takiego założenia wychodziliśmy, a życie pokazywało, że jest różnie. Na przykład w Stanach, skecz, który w Polsce się sprawdza, czyli Żółwie z Galapagos, się nie sprawdzał. Szczególnie od momentu lądowania żółwi na plażach Normandii; wtedy zapadała taka cisza, ludzie pokazywali szacunek.
• MŁ - Nikogo to nie śmieszyło.
• MW - Ale na przykład jeżeli byśmy grali w Niemczech, bo mieliśmy doświadczenie niemieckiego odbiorcy, to ten szacunek zapada później, kiedy w grę wchodzą U-Boty.. Każdy ma swoje historyczne uwarunkowania, inaczej reaguje.
Rozmawiała: Agnieszka Oliwa
Na zdjęciu: autorka wywiadu w towarzystwie obu Świerszczychrząszczy