Dlaczego? Bo nie mają prawa do wykonywania swego zawodu podczas trwania kampanii wyborczej.
W lipcu w Brazylii weszły w życie przepisy wprowadzone w zeszłym roku w Brazylii przez Najwyższy Trybunał Wyborczy. Zakazują one w jakikolwiek sposób do poniżać lub ośmieszać kandydatów, partii politycznych lub koalicji. Chodzi m.in. o satyrę podczas programów telewizyjnych i radiowych, ale też o umieszczanie satyrycznych fotomontaży. Łamanie tego przepisu grozi karą do 100 tys. reali (ok. 20 tys. złotych) oraz dwukrotnie większą karą, jeśli ktoś złamie to prawo po raz drugi.
W październiku odbędą się w Brazylii wybory prezydenckie oraz wybory do parlamentu, więc satyrycy postanowili zaprotestować przeciwko prawu zabraniającemu im de facto wykonywania zawodu przez kilka miesięcy - w okresie trwania kampanii wyborczej.
Wczoraj, 22 sierpnia 2010 r. o godz. 16.00 spod Palace Hotel w Rio de Janeiro, plażą Copacabana ruszył w kierunku plaży Leme masz protestacyjny satyryków zorganizowany przez grupę Comédia em Pé, który wzbudził zainteresowanie kilkuset osób. W proteście uczestniczyli brazylijscy satyrycy, m.in. Fabio Porchat, Hélio de la Peña, Marcelo Madureira, Claudio Manoel, Casseta i Planeta, Danilo Gentili, CQC, Sabrina Sato, Sergio Malandro, Bruno Mazzeo, Lucio Mauro Filho.
"Chcemy wolności słowa dla satyryków w Brazylii", "Jeśli nie chcesz być wyśmiewanym politykiem, bądź uczciwym politykiem" - to niektóre z haseł protestu. - To, absurdalne. To, jakby zabronić satyrykom tworzenia satyry i humoru o piłkarzach i piłce nożnej, w trakcie piłkarskich mistrzostw świata - komentowali uczestnicy protestu. Brazylijscy satyrycy uważają, że obecne prawo jest powrotem do czasów dyktatury wojskowej z lat 1964-85.
Partia Dobrego Humoru popiera protest przyjaciół z Brazylii.
Na ilustracji: okolicznościowy plakat, autor: Nani
• Tu zdjęcia z protestu