Gazeta Pomorska opublikowała nieautoryzowaną rozmowę z Arturem Andrusem, zatytułowaną "Puszczamy oko do widzów". Cytujemy dwa fragmenty tekstu - anegdoty o Andrusie.
- Zdumiałem się, kiedy jeden z kolegów usłyszawszy, że umówiłem się na wywiad z Arturem Andrusem, zapytał: a kto to jest? Pan byłby też zaskoczony?
- Nie dziwię się, bo jest spora grupa ludzi, z którą się jeszcze nie zdążyłem poznać. Przy takich okazjach przekonuję się, że jest jeszcze co robić i do kogo docierać. Ale najpiękniej potraktował mnie pewien taksówkarz. Występowałem wówczas ze swoim recitalem w Szczecinie. Koleżanka na koncert przyjechała taksówką. Miły taksówkarz pyta ją, czy jedzie do teatru. Kiedy potwierdziła, on pyta dalej - a co tam dzisiaj właściwie grają? Jest recital Artura Andrusa. Taksówkarz zapytał jeszcze ładniej niż pański kolega: A kto to był ten Andrus?
• • •
- W encyklopedii internetowej pojawiła się swego czasu moja notka biograficzna i ktoś przysłał mi jej wydruk. Informacja "wisiała" jakiś czas w tej encyklopedii w takiej lekko przetrąconej formie - wkradły się tam fragmenty innych stron i jakieś reklamy. I to mnie zachwyciło, ponieważ tam było napisane tak: "Artur Andrus, polski dziennikarz, reklama, kuferki na biżuterię, poeta, autor tekstów piosenek, bombki choinkowe, przeprowadzki, artysta kabaretowy, konferansjer, meble, okucia, dziennikarz, felgi"... Na zdjęciu: Andrus, wersja estradowa boczna ;-) Foto: Sadurski.
|