Ukazała się książka Krzysztofa Pasierbiewicza "Podaj hasło", z licznymi anegdotami z jego (i nie tylko jego) barwnego życia.
Z zawodu geolog i nauczyciel akademicki, z zamiłowania (jeśli wierzyć książce) hulaka, biorący z życia pełnymi garściami wszystko, co mu się przytrafiło. Wydawać by się mogło, że jego całe życie (ur. 1944) to nieustanna balanga, biesiady i popijawy, a także niezliczone znajomości, jakie zawarł na przestrzeni kilku dziesiątek lat, choć to oczywiście nieprawda. Ale jak każda biografia, Pasierbiewicz rozsądnie opisuje tylko najciekawsze wątki, czyniąc to z dystansem i swoistym humorem.
"Podaj hasło" to rodzaj pamiętnika krakowskiego playboya, począwszy od lat 60. ubiegłego wieku, przedstawiony w formie licznych anegdot i ciekawostek. W latach, gdy nie było komputerów i internetu, a świat kręcił się wolniej niż teraz, kwitło życie towarzyskie - szczególnie wśród tych, którzy chcieli z tego życia korzystać. Oczywiście są w tej książce także wątki erotyczne, co już jest dla niektórych magnesem, aby ją przeczytać. A ponieważ hulaków takich, jak autor książki nie brakowało i nie brakuje (nie tylko tych wymienionych w książce z nazwiska), nie powinno być problemu ze sprzedażą nakładu książki, szczególnie, że jest niezbyt duży.
Recenzja: Szczepan Sadurski
Na ilustracji: okładka książki.
Podaj haslo. (c) Krzysztof Pasierbiewicz. Wydanie I, Kraków 2008, 168 kolorowych stron formatu B5.
Książkę można kupić w Głównej Księgarni Naukowej im B. Prusa (Warszawa, ul. Krak. Przedmieście 7) oraz w Antykwariacie Księgarskim Józefa Nowosielskiego (Kraków, Stolarska 8-10 - Kramy Dominikańskie) oraz bezpośrednio u autora: pasierb@geol.agh.edu.pl
Jest też do nabycia w internetowej Księgarni Wysyłkowej: www.krakinform.com.pl
Poniżej dwa krótkie fragmenty tej książki.
• • •
Pewnego dnia w czasie wolnym od zajęć wymyśliliśmy konkurs na, wstyd się teraz przyznać, najbardziej okazałego penisa w plutonie. Za miarę długości posłużył wojskowy taboret o blacie, do dzisiaj pamiętam, trzydzieści na trzydzieści, na którym zawodnicy układali kolejno nastroszone fiuty, a dowódca plutonu bagnetem bojowym nacinał, co lepsze wyniki.
Napięcie szybko rosło, a wokół areny dreptali nerwowo skupieni zawodnicy otoczeni tłumem żądnych igrzysk gapiów, w sile lekko licząc ponad setki chłopa. Gdy ktoś prowadził z wynikiem zdawało się nie do pobicia, dwudziestu centymetrów z niewielkim okładem, przez wrzawę dopingujących począł się przebijać nieśmiały głos kanoniera Cięciwy, największej zakały plutonu, który uprzejmie prosił: - Panowie! Bardzo panów przepraszam! Ale chciałbym zapytać czy mógłbym też wystartować w tym waszym konkursie?
Podnieceni żołnierze odganiali Cięciwę jak natrętną muchę pokrzykując ze złością: - Cięciwa! To jest poważny konkurs! Z czym do gościa? Spadaj!!! Jednakże Cięciwa uparcie się domagał prawa do zawodów, a że był dżentelmenem dobrze wychowanym, grzecznie, acz nieustępliwie nalegał: - Panowie! Nie chciałbym być natrętem, lecz nie bez podstaw sądzę, iż powinienem chyba jednak wystartować.
Ktoś się w końcu zlitował i dla świętego spokoju pozwolono Cięciwie przystąpić do walki.
Oj, będę ja długo pamiętał, jak kanonier Cięciwa powoli, jakby od niechcenia, z ujmującą skromnością położył na taborecie swój męski atrybut, a ku osłupieniu widowni wyniku nie dało się zmierzyć, gdyż zabrakło blatu, a poza krawędź stołka jeszcze trochę zwisło. Do dziś mam jeszcze w uszach przenikliwą ciszę wywołaną zdumieniem zebranych żołnierzy, przechodzącą zwolna w pomruk fascynacji.
Tak oto kanonier Cięciwa, z miejsca ochrzczony ksywą pasztetówa, z oddziałowej zakały stał się w mgnieniu oka przedmiotem podziwu, można powiedzieć, dumą naszego plutonu, a również wydziału i całej uczelni.
• • •
Podobnie jak o Julce, mógłbym bez końca gawędzić o Ryśku Manickim nazywanym Ślepym, którego zna cała Warszawa jako bohatera dziesiątek anegdot. Dla puenty muszę przypomnieć, że przed wielu laty, Ślepy stracił nogę.
Do jednej z najsłynniejszych należy opowieść jak kiedyś w Zakopanem Ślepy pił w zimie wódkę z jakimś starym gazdą. Kiedy obydwaj już byli równo narąbani, Ślepy założył się z gazdą o dziesięć dolarów, kto dłużej wytrzyma trzymając nogę pod lodem górskiego potoku.
Gazda zakład przyjął i wsadził prawicę w lodową przeręblę. Ślepy zrobił to samo tyle, że z protezą. Po godzinie walki gazda zaczął pękać, lecz góralska chciwość przyćmiła mu rozum, no i biedny baca nie tylko, że przegrał swe dziesięć dolarów, to na domiar złego znalazł się w szpitalu.